Często jest tak, że popełniamy błędy.. każdy inne. Nikt nie jest idealny. Może właśnie dlatego tak często nie potrafimy się porozumieć? Nie wiem. Często jest tak, że zrobimy coś w brew nam, coś czego nikt by się po nas nie spodziewał, coś co zniszczy nas, co przyniesie lada moment skutek. Nie zdajemy sobie sprawy, że kłamiąc naszych bliskich możemy ich stracić. Kłastwo ma krótkie nogi. Po jakimś czasie nasze małe bądź duże grzechy wyjdą na jaw, a wtedy pozostaje nam tylko wierzyć w to, że damy radę to naprawić. Właśnie, trzeba wierzyć. Ja już powoli przestaje.
Minęło siedem dni. Siedem dłuugich dni. Codziennie ta sama "gra" . Z rana pobódka, potem obchód, śniadanie, leżenie i tak do obiadu, po obiedzie zawsze odwiedzała mnie Gabrysia, która chcąc nie chcąc musiała do mnie przyjechać, potem kolacja, kąpiel i sen. Baardzo dłużył mi się pobyt w tych białych czterech ścianach. Szczerze? Było mi tam nawet dobrze. Nie musiałam się chociaż o nic obawiać, wszystko miałam zapewnione. Po tygodniu, kiedy dostałam wypis, postanowiłam przeprowadzić się do Zielonej Góry, do mojej kochanej siostry. Kocham ją normalnie, oszczędziła mi pakowanie się, zrobiła to za mnie. Pewnego dnia dałam jej klucze, żeby poszła do mieszkania Kubiaka i zabrała moje wszystkie rzeczy. Pewnie spytacie jak Kubiak? Michał nie odezwał się do mnie ani razu, przez co podłamałam się jeszcze bardziej. Nie pomagały mi już codzienne wizyty u psychologa, przestawałam z nim rozmawiać. Zamknęłam się w sobie. Straciłam to co było dla mnie najważniejsze. Straciłam miłość swojego życia, jak i mały zalążek, który byłby początkiem czegoś wspaniałego. Mimo tego, że nigdy nie widziałam tego malucha, to i tak zdążyłam go pokochać. To małe stworzenie sprawiło, że zawsze wierzyłam w lepsze jutro, teraz nawet nie mam go. Nie mam nikogo.
Przez całą drogę nie odezwałam się do Gabki. Jak już wyżej wspomniałam zamknęłam się w sobie, popadłam w tzw. załamanie nerwowe. Nie potrafiłam sobie znaleźć miejsca. Dniami i nocami przesiadywałam w pokoju, płacząc wspominałam chwile spędzone z Kubiakiem. Nie było łatwo. Pierwszy miesiąc to była czysta męka dla mnie i mojej siostry. Miewałam koszmary, po których bałam się ponownie zasnąć. Bałagan w mojej głowie był nie do opisania, nie wiem co się ze mną wtedy tak na prawde działo, ale pomału czułam, że jakaś cząstka mnie powoli się odłamuje i kroczy w nieznaną dal. Pustka w moim sercu narastała i szczerze mówiąc tylko ON mógł ją wypełnić.
Pewnego dnia do mojego pokoju wparowała Gabrysia, która jak to określiła : zwiastuje dobrą nowinę!
- A więc taak. Mama z tatą, postanowili wywieść cię gdzieś.
- Co proszę?! - krzyknęłam
- To co słyszysz, mam cię jutro wsadzić do odpowiedniego autokaru.
- Powiesz mi może gdzie jadę?
- No doobra. Jedziesz do Włoch! Super nie?
- Żartujesz sobie ze mnie? Wiesz dobrze co tam się wydarzyło!
- Oezu, bez dyskusji! Jutro o ósmej pobudka. Na 10 masz samolot.
Wstałam dość późno, bo po 9. W sumie to nie obchodziło mnie to czy się spóźnie czy zdąże. Dla mnie to nawet lepiej. Nie chciałam tam jechać. Bałam się, cholernie się bałam. Na samą myśl o moim wyjeździe robiło mi się słabo, a do oczu napływały łzy.
-Gotowa? - pyta moja siostra.
-Fizycznie - tak, psychicznie- nie..
-Mała, tamto to przeszłość, żyj chwilą.
-Ja nie chcę tam jechać, słyszysz? Nie chcę! - Krzyknęłam. - Dlaczego wy mi to robicie? Hm. To nie ty zostałaś..- Nie mogło przejść mi to przez gardło. - zgwałcona. - dodałam, po czym rozpłakałam się jak mała dziewczynka.
- Mała, musimy już jechać. Zaciśnij zęby. Nic ci się nie stanie, przyrzekam. - Powiedziała, a mnie zatkało. No bo jak własna siostra może być obojętna na to co do niej mówię? Jak moi rodzice mogą stawiać mnie w takiej sytuacji?
Po 10 wyleciałam z jakże pięknego Zielono Górskiego lotniska. Podróż nie była jakaś fascynująca. Było mi ciężko wciąż na sercu. Cały czas myśłami byłam przy polskim przyjmującym. Ciekawiło mnie czy da nam szanse. Po dwóch godzinach wylądowałam w Rzymie. Stamtąd miał zabrać mnie jakiś znajomy moich rodziców. Po paru minutach znalazłam odpowiedniego gościa.
- Ciao! Kornelia? Sono Angelo. (Cześć! Kornelia? Nazywam się Angelo)
- Buon giorno. Si, sono io. Ma scusa. Te non sei l'allenatore di Modena? ( Dzień dobry, tak to ja. Przepraszm, czy to ty nie jesteś trenerem Modeny? )
-Si, sono io. Pero ora vieni, che ho un allenamento tra cinque ore. ( Tak, to ja. Ale teraz musimy iść po za 5 godzin mam trening. )
Kiwnęłam tylko głową. Włoski znałam na perfekt. Także na szczęście nie miałam problemu z dogadaniem się. Dziwiło mnie natomiast skąd moi "zwykli" rodzice mogą znać samego trenera Modeny. Nigdy się siatkówką nie interesowali a tu proszę. Cała droga minęła nam bardzo szybko, bynajmniej mi, gdyż postanowiłam się przespać. Po 17 byłam już w swoim wynajętym mieszkaniu, opłaconym na te nieszczęsne pół roku. Dom był pięknie urządzony. Salon urządzony był
tak. Bardzo spodobał mi się pomysł połączenia salonu z jadalnią. Niestety, zrobiło mi się smutno kiedy zobaczyłam tak ogromny stół, a ja sama jak palec.. Obok salonu znajdowała się
kuchnia . Mała, ale za to funkcjonalna. Na przeciwko Salonu znajdowała się
łazienka, obok łazienki a jednocześnie naprzeciwko kuchni znajdowała się
sypialnia . Tak oto prezentowały się moje zacne cztery kąty.
Postanowiłam wziąć relaksującą kąpiel. Było mi to bardzo potrzebne. Dalej nie wierzyłam w to, że tu jestem. Jeszcze pare miesięcy temu można powiedzieć, że zabroniłam Michałowi wyjeżdżać, on to zrozumiał i nie naciskał, co innego moi rodzice.. Oni nie wiedzieli jakie to jest dla mnie trudne. Nie chciałam tu zostać, ale to nie tylko z TEGO powodu.. Bałam się, że teram mogę stracić Kubiaka, tak na zawsze. Bo nawet jeżeli mi wybaczy, to w dalszym ciągu nie będzie wiedział gdzie jestem.. Siedziałam tak z 20 minut i siedziałabym dłużej, gdyby nie to, że nagle zaczął się ktoś dobijać do mojego nowego mieszkania. Na początku ignorowałam to, ale niestety, ten ktoś nie dawał za wygraną. Nie myśłąc wiele wstałam i w samym ręczniku poszłam otworzyć.
- Ciao, sono Zby.. Kornelia?
- We własnej osobie.
- Ja.. nie wiedziałem, że to ty jesteś, to znaczy.. że to ty będziesz.
- Super, coś jeszcze? Bo jak widzisz zajęta jestem.
- Tak, zbieraj się. Za godzine masz pierwszy trening.
- Co proszę?! Jaki do cholery trening?!
- Tańca, zapomniałaś?
- Nie wiedziałam. - Odparłam po czym gestem ręki zaprosiłam siatkarza do środka. W tym momencie zdałam sobie sprawe, że moje ciało ledwo co przykrywa biały ręcznik, lekko speczona udałam się do salonu w celu znalezienia jakiś odpowiednich stroi na takowe przedsięwzięcie jakim był kurs tańca.
Prawda jest taka, że już jako dziecko chodziłam na balet, ale to było tak bardzo dawno.. Po paru minutach znalazłam
to, ubrałam na to szarą bluze, po czym związałam swoje włosy w kucyka. Dwadzieścia minut przed czasem byłam gotowa.
Siedzieliśmy w samochodzie. Widziałam, jak Zbyszka coś męczy, domyślałam się co,
- Wiesz?
- Ta.
- Rozumiem. Zbyszek, ja na serio tego nie chciałam, to on wtedy się na mnie rzucił, ja nie chciałam..
- Mi to mówisz? Mi to zwisa i powiewa czy ty to zrobiłaś celowo czy nie. Mnie obchodzi to jak mój przyjaciel się teraz czuje, jak codziennie dzwoni napruty w cztery dupy o nie ludzkiej porze, żeby się wyżalić, żeby powiedzieć, że mu ciebie brakuje, że próbuje ci wybaczyć, ale na marne, bo zdrada to najgorsze co może być.
- Zbyszek, do cholery.Ja go nie chciałam zdradzić, to Patryk się na mnie rzucił, ja się broniłam, ale niestety on mnie pocałował. Poza tym sama wiem jak to jest być zdradzonym i uwierz mi, że na pewno bym tego nie zrobiła, szególnie Michałowi, słyszysz? - Powiedziałam, a do moich oczu napłynęły łzy, Bartman nic się już nie odezwał, co było jedynie potwierdzeniem tego, że mi nie wierzy. Zabolało, cholernie. Miałam ochotę się rozpłakać, ale w pore się opanowałam.
- Jesteśmy, będę za dwie godziny. - Powiedział, po czym wyszłam.
Weszłam do niewielkiej szatni, zostawiłam swoje rzeczy, a potem poszłam na hale. Pogadałam z paroma dziewczynami. Z jedną się nawet "zaprzyjaźniłam". Miała na imię Simona. Nasz trener Marco od razu wytłumaczył mi co i jak. Po małym rozciąganiu przeszliśmy do układu, a raczej oni, gdyż powiedzmy sobie szczerze, nie najlepiej mi to szło, a poza tym oni już połowe kroków znali. Ja na razie miałam się tylko przyglądać. Po dwóch godzinach wyszłam przed hale. Punktualnie zjawił się też Zbyszek. Podwiósł mnie, a ja grzecznie zaprosiłam go na kawe. Odziwo zgodził się.
Siedzieliśmy na kanapie, oglądając jakiś denny film i popijając nasz ulubiony czarny napój.
- Wierzę. - Powiedział nagle.
- Co proszę?
- Patryk kiedyś był casanovą. Razem ze mną chodził po klubach wyrywając co rusz to ładniejsze laski. Myślałem, że się zmienił .- Skwitował Bartman.
- Dziękuje, to dla mnie naprawdę bardzo ważne. Szkoda tylko, że Kubiak nie wierzy..
- Daj mu trochę czasu. Ja też z nim porozmawiam.
- Dzięki.
Szczerze? Ulżyło mi. Cieszyłam się, że Zbyszek, że chociaż on mi wierzy. To był pierwszy krok do tego, żeby Michał w końcu mi uwierzył.
Atakujący wyszedł chwilę przed 22. Zmęczona od razu poszłam wzięłam prysznic i poszłam spać, z nadzieją na lepsze jutro zasnęłam niemal od razu.
____________________________________________________________________________
Trochę bez sensu,
ale coś jest..