piątek, 23 maja 2014

Rozdział XV

Często jest tak, że popełniamy błędy.. każdy inne. Nikt nie jest idealny. Może właśnie dlatego tak często nie potrafimy się porozumieć? Nie wiem. Często jest tak, że zrobimy coś w brew nam, coś czego nikt by się po nas nie spodziewał, coś co zniszczy nas, co przyniesie lada moment skutek. Nie zdajemy sobie sprawy, że kłamiąc naszych bliskich możemy ich stracić. Kłastwo ma krótkie nogi. Po jakimś czasie nasze małe bądź duże grzechy wyjdą na jaw, a wtedy pozostaje nam tylko wierzyć w to, że damy radę to naprawić. Właśnie, trzeba wierzyć. Ja już powoli przestaje.
Minęło siedem dni. Siedem dłuugich dni. Codziennie ta sama "gra" . Z rana pobódka, potem obchód, śniadanie, leżenie i tak do obiadu, po obiedzie zawsze odwiedzała mnie Gabrysia, która chcąc nie chcąc musiała do mnie przyjechać, potem kolacja, kąpiel i sen. Baardzo dłużył mi się pobyt w tych białych czterech ścianach. Szczerze? Było mi tam nawet dobrze. Nie musiałam się chociaż o nic obawiać, wszystko miałam zapewnione. Po tygodniu, kiedy dostałam wypis, postanowiłam przeprowadzić się do Zielonej Góry, do mojej kochanej siostry. Kocham ją normalnie, oszczędziła mi pakowanie się, zrobiła to za mnie. Pewnego dnia dałam jej klucze, żeby poszła do mieszkania Kubiaka i zabrała moje wszystkie rzeczy. Pewnie spytacie jak Kubiak? Michał nie odezwał się do mnie ani razu, przez co podłamałam się jeszcze bardziej. Nie pomagały mi już codzienne wizyty u psychologa, przestawałam z nim rozmawiać. Zamknęłam się w sobie. Straciłam to co było dla mnie najważniejsze. Straciłam miłość swojego życia, jak i mały zalążek, który byłby początkiem czegoś wspaniałego. Mimo tego, że nigdy nie widziałam tego malucha, to i tak zdążyłam go pokochać. To małe stworzenie sprawiło, że zawsze wierzyłam w lepsze jutro, teraz nawet nie mam go. Nie mam nikogo.

Przez całą drogę nie odezwałam się do Gabki. Jak już wyżej wspomniałam zamknęłam się w sobie, popadłam w tzw. załamanie nerwowe. Nie potrafiłam sobie znaleźć miejsca. Dniami i nocami przesiadywałam w pokoju, płacząc wspominałam chwile spędzone z Kubiakiem. Nie było łatwo. Pierwszy miesiąc to była czysta męka dla mnie i mojej siostry. Miewałam koszmary, po których bałam się ponownie zasnąć. Bałagan w mojej głowie był nie do opisania, nie wiem co się ze mną wtedy tak na prawde działo, ale pomału czułam, że jakaś cząstka mnie powoli się odłamuje i kroczy w nieznaną dal. Pustka w moim sercu narastała i szczerze mówiąc tylko ON mógł ją wypełnić.

Pewnego dnia do mojego pokoju wparowała Gabrysia, która jak to określiła : zwiastuje dobrą nowinę!
- A więc taak. Mama z tatą, postanowili wywieść cię gdzieś.
- Co proszę?! - krzyknęłam
- To co słyszysz, mam cię jutro wsadzić do odpowiedniego autokaru.
- Powiesz mi może gdzie jadę?
- No doobra. Jedziesz do Włoch! Super nie?
- Żartujesz sobie ze mnie? Wiesz dobrze co tam się wydarzyło!
- Oezu, bez dyskusji! Jutro o ósmej pobudka. Na 10 masz samolot.

Wstałam dość późno, bo po 9. W sumie to nie obchodziło mnie to czy się spóźnie czy zdąże. Dla mnie to nawet lepiej. Nie chciałam tam jechać. Bałam się, cholernie się bałam. Na samą myśl o moim wyjeździe robiło mi się słabo, a do oczu napływały łzy.
-Gotowa? - pyta moja siostra.
-Fizycznie - tak, psychicznie- nie..
-Mała, tamto to przeszłość, żyj chwilą.
-Ja nie chcę tam jechać, słyszysz? Nie chcę! - Krzyknęłam. - Dlaczego wy mi to robicie? Hm. To nie ty zostałaś..- Nie mogło przejść mi to przez gardło. - zgwałcona. - dodałam, po czym rozpłakałam się jak mała dziewczynka.
- Mała, musimy już jechać. Zaciśnij zęby. Nic ci się nie stanie, przyrzekam. - Powiedziała, a mnie zatkało. No bo jak własna siostra może być obojętna na to co do niej mówię? Jak moi rodzice mogą stawiać mnie w takiej sytuacji?

Po 10 wyleciałam z jakże pięknego Zielono Górskiego lotniska. Podróż nie była jakaś fascynująca. Było  mi ciężko wciąż na sercu. Cały czas myśłami byłam przy polskim przyjmującym. Ciekawiło mnie czy da nam szanse. Po dwóch godzinach wylądowałam w Rzymie. Stamtąd miał zabrać mnie jakiś znajomy moich rodziców. Po paru minutach znalazłam odpowiedniego gościa.
- Ciao! Kornelia? Sono Angelo. (Cześć! Kornelia? Nazywam się Angelo)
- Buon giorno. Si, sono io. Ma scusa. Te non sei l'allenatore di Modena? ( Dzień dobry, tak to ja. Przepraszm, czy to ty nie jesteś trenerem Modeny? )
-Si, sono io. Pero ora vieni, che ho un allenamento tra cinque ore. ( Tak, to ja. Ale teraz musimy iść po za 5 godzin mam trening. )
Kiwnęłam tylko głową. Włoski znałam na perfekt. Także na szczęście nie miałam problemu z dogadaniem się. Dziwiło mnie natomiast skąd moi "zwykli" rodzice mogą znać samego trenera Modeny. Nigdy się siatkówką nie interesowali a tu proszę. Cała droga minęła nam bardzo szybko, bynajmniej mi, gdyż postanowiłam się przespać. Po 17 byłam już w swoim wynajętym mieszkaniu, opłaconym na te nieszczęsne pół roku. Dom był pięknie urządzony. Salon urządzony był tak. Bardzo spodobał mi się pomysł połączenia salonu z jadalnią. Niestety, zrobiło mi się smutno kiedy zobaczyłam tak ogromny stół, a ja sama jak palec.. Obok salonu znajdowała się kuchnia . Mała, ale za to funkcjonalna. Na przeciwko Salonu znajdowała się łazienka, obok łazienki a jednocześnie naprzeciwko kuchni znajdowała się sypialnia .  Tak oto prezentowały się moje zacne cztery kąty.

Postanowiłam wziąć relaksującą kąpiel. Było mi to bardzo potrzebne. Dalej nie wierzyłam w to, że tu jestem. Jeszcze pare miesięcy temu można powiedzieć, że zabroniłam Michałowi wyjeżdżać, on to zrozumiał i nie naciskał, co innego moi rodzice.. Oni nie wiedzieli jakie to jest dla mnie trudne. Nie chciałam tu zostać, ale to nie tylko z TEGO powodu.. Bałam się, że teram mogę stracić Kubiaka, tak na zawsze. Bo nawet jeżeli mi wybaczy, to w dalszym ciągu nie będzie wiedział gdzie jestem.. Siedziałam tak z 20 minut i siedziałabym dłużej, gdyby nie to, że nagle zaczął się ktoś dobijać do mojego nowego mieszkania. Na początku ignorowałam to, ale niestety, ten ktoś nie dawał za wygraną. Nie myśłąc wiele wstałam i w samym ręczniku poszłam otworzyć.
- Ciao, sono Zby.. Kornelia?
- We własnej osobie.
- Ja.. nie wiedziałem, że to ty jesteś, to znaczy.. że to ty będziesz.
- Super, coś jeszcze? Bo jak widzisz zajęta jestem.
- Tak, zbieraj się. Za godzine masz pierwszy trening.
- Co proszę?! Jaki do cholery trening?!
- Tańca, zapomniałaś?
- Nie wiedziałam. - Odparłam po czym gestem ręki zaprosiłam siatkarza do środka. W tym momencie zdałam sobie sprawe, że moje ciało ledwo co przykrywa biały ręcznik, lekko speczona udałam się do salonu w celu znalezienia jakiś odpowiednich stroi na takowe przedsięwzięcie jakim był kurs tańca.
Prawda jest taka, że już jako dziecko chodziłam na balet, ale to było tak bardzo dawno.. Po paru minutach znalazłam to, ubrałam na to szarą bluze, po czym związałam swoje włosy w kucyka. Dwadzieścia minut przed czasem byłam gotowa.
Siedzieliśmy w samochodzie. Widziałam, jak Zbyszka coś męczy, domyślałam się co,
- Wiesz?
- Ta.
- Rozumiem. Zbyszek, ja na serio tego nie chciałam, to on wtedy się na mnie rzucił, ja nie chciałam..
- Mi to mówisz? Mi to zwisa i powiewa czy ty to zrobiłaś celowo czy nie. Mnie obchodzi to jak mój przyjaciel się teraz czuje, jak codziennie dzwoni napruty w cztery dupy o nie ludzkiej porze, żeby się wyżalić, żeby powiedzieć, że mu ciebie brakuje, że próbuje ci wybaczyć, ale na marne, bo zdrada to najgorsze co może być.
- Zbyszek, do cholery.Ja go nie chciałam zdradzić, to Patryk się na mnie rzucił, ja się broniłam, ale niestety on mnie pocałował. Poza tym sama wiem jak to jest być zdradzonym i uwierz mi, że na pewno bym tego nie zrobiła, szególnie Michałowi, słyszysz? - Powiedziałam, a do moich oczu napłynęły łzy, Bartman nic się już nie odezwał, co było jedynie potwierdzeniem tego, że mi nie wierzy. Zabolało, cholernie. Miałam ochotę się rozpłakać, ale w pore się opanowałam.
- Jesteśmy, będę za dwie godziny. - Powiedział, po czym wyszłam.

Weszłam do niewielkiej szatni, zostawiłam swoje rzeczy, a potem poszłam na hale. Pogadałam z paroma dziewczynami. Z jedną się nawet "zaprzyjaźniłam". Miała na imię Simona. Nasz trener Marco od razu wytłumaczył mi co i jak. Po małym rozciąganiu przeszliśmy do układu, a raczej oni, gdyż powiedzmy sobie szczerze, nie najlepiej mi to szło, a poza tym oni już połowe kroków znali. Ja na razie miałam się tylko przyglądać. Po dwóch godzinach wyszłam przed hale. Punktualnie zjawił się też Zbyszek. Podwiósł mnie, a ja grzecznie zaprosiłam go na kawe. Odziwo zgodził się.

Siedzieliśmy na kanapie, oglądając jakiś denny film i popijając nasz ulubiony czarny napój.
- Wierzę. - Powiedział nagle.
- Co proszę?
- Patryk kiedyś był casanovą. Razem ze mną chodził po klubach wyrywając co rusz to ładniejsze laski. Myślałem, że się zmienił .- Skwitował Bartman.
- Dziękuje, to dla mnie naprawdę bardzo ważne. Szkoda tylko, że Kubiak nie wierzy..
- Daj mu trochę czasu. Ja też z nim porozmawiam.
- Dzięki.
Szczerze? Ulżyło mi. Cieszyłam się, że Zbyszek, że chociaż on mi wierzy. To był pierwszy krok do tego, żeby Michał w końcu mi uwierzył.
Atakujący wyszedł chwilę przed 22. Zmęczona od razu poszłam wzięłam prysznic i poszłam spać, z nadzieją na lepsze jutro zasnęłam niemal od razu.

____________________________________________________________________________
 


Trochę bez sensu,

ale coś jest..


czwartek, 15 maja 2014

Rozdział XIV

Po paru głębszych Czarnowski nagle przy wszystkich wypalił:
-Ale fajnie się pukało twoją Kornelke! - A ja aż się zakrztusiłem...
- Coś ty powiedział?!
- Uuuu... Kubiaczek się wkurzył. To co słyszałeś! Masz dziwke w domu! - Po tych słowach nie wytrzymałem, wstałem i zacząłem go okładać pięściami.
Biłem się z nim dosłownie chwile, gdyż zaraz zaczęli nas rozdzielać.
-Idź do domu. - Powiedział Łasko. - My się nim zajmiemy.
Wyszedłem od razu i pojechałem do szpitala. Chciałem się dowiedzieć czy to co mówił Patryk jest prawdą. Po 20 minutasz wszedłem na sale.
- Cześć skarbie, jak tam impreza?
- Przespałaś się z nim?
- Skarbie o co ci chodzi?
- Przespałaś się z Czarnowskim?

Oczami Kornelii.

Leżałam sobie spokojnie, czekałam na jakąś wiadomość od Miśka, ale ten jak na złość nie dzwonił. Miałam kłaść się już spać, gdyż było dość późno, kiedy nagle do pokoju wparował przyjmujący. Widziałam, że jest zły jak osa, nie wiedziałam tylko czemu. Miałam nadzieje, że to nic poważnego.
- Cześć skarbie, jak tam impreza?- spytałam.
- Przespałaś się z nim?
- Skarbie o co ci chodzi?
- Przespałaś się z Czarnowskim?
A mnie zamurowało. Nie wiedziałam co powiedzieć, zaskoczył mnie tym kompletnie. Do moich oczu napłynęły łzy, gdyż przypomniała mi się scena sprzed paru miesięcy, kiedy to całowałam się z Patrykiem. Wiedziałam, że ten dzień nadejdzie. Bałam się tego, że Michał mnie zostawi. W sumie nie zdziwie się, jeżeli to zrobi.

-Misiu, ja..
-Jak mogłaś?
-To nie tak.. Ja się z nim nie przespałam.
-Tak? A co?
-On mnie po prostu pocałował.. tyle tego. Nic się nie wydarzyło więcej, przyżekam.. - Patrzyłam się na niego, nawet nie zauważyłam kiedy do jego oczu napłynęły łzy. - Misiu.. To dla mnie nic nie znaczyło, słyszysz?
Ten się nic nie odezwał, zacisnął mocniej pięści i powiedział :
-A to dziecko, czyje jest? Hm?
-Michał.. Dziecko jest twoje, mówię ci przecież, że sie z nim nie przespałam.
-Nie wierze ci. - Powiedział po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł. Wtedy poczułam też przeszywający ból, który z każdą chwilą narastał. -Ratuunku! - Krzyknęłam, po czym straciłam przytomność.

Oczami Kubiaka.

Ja pierdole. Jak ona mogła? Przecież byliśmy tacy szczęśliwi, a ona to zepsuła. Tak po prostu. Nie wiem, czy czegoś jej brakowało, czy może ja jej nie wystarczałem? Byłem wściekły, dlatego postanowiłem, że pójdę się przejść. Poszedłem więc w strone parku. Usiadłem na ławce. W tej samej co spotkałem ją pierwszy raz. Wtedy wydawała się taka mała i bezbronna. Od razu się w niej zakochałem. Planowałem z nią stworzyć rodzine, pragnąłem tego z całego serca. Chciałem, żeby nasza sielanka trwała wiecznie, niestety. Ona to zepsuła. Pewnie spytacie mnie co dalej? Sam nie wiem, muszę jakoś się ogarnąć, przemyśleć wszystko. Czy dam jej drugą szanse? To jest trudne pytanie. Zraniła mnie, cholernie mnie zraniła. Nie wiem, czy będę w stanie jej wybaczyć zdradę, nigdy tego nie tolerowałem. Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek telefonu, nie odebrałem. Nie miałem ochoty z nikim rozmawiać. Lecz ten ktoś nie dawał za wygraną. Odebrałem.
-Halo?
-Pan Kubiak.
-We własnej osobie.
-Z tej strony doktor Nowak. Ja dzwonie w sprawie pańskiej żony. Proszę jak najszybciej przyjechać do szpitala.
-Coś się stało?
-Wszystkiego dowie się pan na miejscu.
Nie myślałem wiele, wstałem i poszedłem. Po paru minutach byłem na miejscu. poszedłem prosto do gabinetu doktora. Zapukałem po czym wszedłem i usiadłem na krzesełku.
-Co się stało?
-Cóż. Pańska żona..
-Co z nią?!
-Poroniła. - Patrzyłem na tego nieszczęsnego Nowaka i nie mogłem uwierzyć. Nagle cało złość ze mnie zeszła, prawie zapomniałem o tym co zrobiła mi Kornelia.
-Ale jak to?
-To przez stres. A propo. Miała może ostatnio jakieś ciężkie dni? Nie wiem. Kłóciliście się? Wiem, że to nie moja sprawa, ale..
-Ma pan rację, nie pana sprawa. Gdzie ona jest?
-Ma operacje, to znaczy martwy płód zostaje usunięty. Proszę czekać pod salą 220, tam za jakieś pół godziny powinni ją przywieżć. A i proszę być delikatnym.

Wyszedłem z gabinetu i udałem się pod podaną sale. Nie minęło 15 minut, a Kornelia leżała już na oddziale. Siedziałem przy niej, dopóki się nie obudziła.
Było po siódmej rano, kiedy to spytała:
-Co się stało?
-Kornelia. - spojrzałem jej prosto w oczy i złapałem za rękę. - Ty.. Ty poroniłaś.
-Co ?! Michał, powiedz, że żartujesz. Proszę, powiedz, że żartujesz! - Spojrzałem na nią. W tym momencie zdałem sobie sprawe, że to moja wina, aż zrobiło mi się słabo.
-Przepraszam..
-Za co?
-To moja wina. Nie powinienem był na ciebie naskakiwać. Szczególnie teraz.
-To nie twoja wina.. Oboje zawiniliśmy. - Siedzieliśmy dość długą chwile w ciszy. Nikt nie musiał nic mówić. Wiedziałem dokładnie, o czym ona teraz myśli.
-Co będzie z nami? - Spytała.
-Nie wiem, muszę sobie to wszystko przemyśleć. - Powiedziałem po czym wstałem i wyszedłem.

_______________________________________________

Hej, hej :) . Mam dla was pewną wiadomość. :)

OD DZISIAJ BLOG PISZĘ WRAZ Z MOJĄ KOLEŻANKĄ GABRYSIĄ :) .

A to co na górze, to już po części jej sprawka! :D Mam nadzieję, że nas nie zlinczujecie. :))

A już juutro, pierwszy mecz naszej REPREZENTACJI ! 
Już się nie możemy z Gabrysią doczekać, heh. Caały rok czekałyśmy! :D
Jaki wynik obstawiacie? :))

Koomentujcie :)


poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział XIII

Miesiąc później..

W tym czasie nic się nie wydarzyło.. Nic prócz tego, że polacy wygrali ligę światową. Ale przecież to było jasne, prawda? Mieliśmy drużyne jak ze snu, kapitan pobijał samego siebie. Aż czasami trudno było uwierzyć w to. Winiar poprowadził nas po zwycięstwo, po to co było dla nas najcenniejsze. Złoto wygrane z niepokonaną Rosją to dopiero coś !


Chłopaki mieli tydzień przerwy. Ja i Misiek postanowiliśmy, że ten czas przeżyjemy sami. Chcieliśmy nawet gdzieś wyjechać, ale po policzeniu wszystkich plusów i minusów , stwierdziliśmy, że jest to zły pomysł.
Mieliśmy dla siebie całe 7 dni! No dobra.. może 6, bo w niedziele jedziemy na kolejne zgrupowanie.

Pierwsze dwa dni minęły dość nudno. Cały czas siedzieliśmy na kanapie, oglądaliśmy filmy i jedliśmy.. Nic szczególnego.
Za to trzeci dzień był jednym słowem przepiękny. Tego dnia obchodziłam urodziny. Już od samego rana Misiek skakał wokół mnie. Najpierw zrobił mi śniadanie, potem specjalnie wysłał mnie do lokalnego SPA. Postanowiłam, że pojadę tam z Wojtaszkową Kingą (zapoznałam się z nią i zaprzyjaźniłam podczas Ligi Światowej) . Kinia bez zbędnych komentarzy ruszyła ze mną do ośrodka.
Już po godzinie 13 byłyśmy na miejscu. Czekała na nas masa zabiegów. Na samym początku poszłyśmy na relaksujący masaż, potem kompiel błotna, a na końcu sauna.. Byłam zachwycona. Po trzech godzinach wyszłyśmy mega odprężone. Postanowiłyśmy pójść na looody! O tak! Tego nam było trzeba.
- No to się Dziku postarał!
- No czy ja wiem.. Wolałam ten dzień spędzić tylko z nim..
- Miśka..- Rozmowe przerwał nam telefon. - Przepraszam.

// Rozmowa telefoniczna :D

- Cześć Zosia! Tak, pamiętam. Tylko nie wiem czy śliwka będzie chciała wpaść w kompot..
-...
- Yhym, dobra, pa.

// Wracając..

Patrzylam zdziwiona na Kinge. Ta tylko się do mnie uśmiechnęła i w pośpiechu zaczęła pożerać swoje lody czekoladowe.
Po 17 postanowiłyśmy wracać do domu. Kiedy przemierzałyśmy kolejne ulice do mojej towarzyszki zaczął dzwonić telefon, ta jednak postanowiła nie odbierać. Szczerze mówiąc nie wiem czemu. Jednak ten ktoś nie dawał za wygraną i napisał sms. Wojtaszkowa po przeczytaniu treści zawartej w sms powiedziała:
- Masz może ochote na zakupy?
- Zakupy? Wiesz, że nie lubie chodzić po sklepach..
- Oj no weź, muszę odreagować.
- Coś się stało?
- Pokłóciłam się z Damianem. On chcę się stąd wynieść. Mówi, że poczuł nagle zew, który kazał mu wrócić na stare śmieci, czyt do Warszawy! A ja tak nie mogę..
- Skręcaj! Jedziemy zaszaleć.
Po jakiejś godzinie chodzenia po sklepach kupiłam sobie taki zestaw. Bo jak to stwierdziła Kinga, wyglądam w tej sukience boosko.

Po 19 wróciłam do domu. Michała nie było, i przyznam, że zrobiło mi się mega przykro. Bo jak on mógł mnie dzisiaj zostawić? W moje urodziny.. Ja sie pytam, jak? No nic. Przeboleje to jakoś, ale za kare on śpi na kanapie! Poszłam się wykąpać a potem przebrałam się w pidżame i poszłam do kuchni zrobić sobie coś jeść. Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam tam duużą kartke z napisem : O DWUDZIESTEJ POD BLOKIEM, UBIERZ SIĘ JAKOŚ... ŁADNIE. M.
Spojrzałam na zegarek. Miałam 15 minut! Znieruchomiałam. W co ja się ubiore? Hm.? Panie Kubiak, oj grabisz sobie.. Usiadłam przy szafce i zaczęłam myśleć. Postanowiłam zadzwonić do Kingi.

- Haaalo?
- Kiniu, skarbie. Mam 10 minut na ogarnięcie się! Rozumiesz. Ta lebioda z Kubiaka zostawił mi liścik, który..
- Korni, nie derwuj mnie. Nie na darmo chodziłam dzisiaj z tobą po sklepach..
- Czyli, że ty..
- Muszę kończyć, baw się dobrze.

Super! Migaczem ubrałam się w sukienkę, oraz poszłam rozczesałam włosy i zostawiłam rozpuszczone, następnie się lekko pomalowałam, co dawało zabójczy efekt. Punkt 20 stawiłam się pod naszym blokiem. Chwile po tym moim oczom ukazał się piękny powóz konny. Gdybyście tylko zobaczyli moją minę..
- Cześć Mała, wskakuj!
- Wiesz co? Powinnam się wogóle nie pojawić!
- A to dlaczego?
- Bo mnie wystawiłeś. I ogólnie, co ty... telefonu nie masz? Tylko się w jakieś karteczki bawisz?Co ty sobie myślisz,  że ja tylko chodze i szukam twoich liścików? To się grubo mylisz!
- Hormony..-  Prychnął.
-Co proszę?
- Jesteśmy na miejscu.
Moim oczom ukazała się wspaniała polana na której rozstawiony był stół. Na stole widniała moja ulubiona sałatka. Obok stolika, z prawej strony stał kelnet, a z drugiej skrzypek.
- Kiedy Ty to..- Spytałam, ale odpowiedź już znałam.- Dziękuje.
Powoli zeszłam z powozu i ruszyłam w strone stołu. Michał jak to Michał, odsunął mi krzesełko, po czym sam usiadł na przeciwko mnie.
-Seryjnie myślałaś, że bym nic nie zorganizował na dzisiaj?
-No może.. Ale teraz już wiem..
-Wiesz, co?
-Że mam najwspanialszego mężczyznę na świecie.
Misiek się tylko uśmiechnął, po czym poprosił kelnera, ten nałożył na sałatki, oraz nalał do naszych szlanek soku pomarańczowego.
-Ty jesteś w ciąży, a ja.. a ja prowadzę przecież. - Rzekł.
Po zjedzonym posiłku Misiek poprosił mnie do tańca. Skrzypek zaczął grać pierwsze melodie, po paru taktach mój chłopak klęknął przede mną i z kieszeni spodni wyciągnął czerwone pudełeczko. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Kornelio Magadaleno Wójcik. Czy uczynisz mi te honory i wyjdziesz za mnie?
Do moich oczu napłynęły łzy szczęścia. Nie wiedziałam co powiedzieć, tzn. wiedziałam, tyle, że nie mogłam tego wykrztusić. Spojrzałam na skrzypka, kiwnął głową na tak, potem na kelnera.. ten natomiast trzymał ogromnął tabliczke z napisem : TAAAK ! POWIEDZ TAK! Na ten widok mimowolnie zaczęłam się śmiać.
- Mała.. to jak?
-Misiu.. Jasne, że tak! - Michał założył mi pierścionek na palec, pocałował i zaczął mnie obkręcać.
- Wariacie, puść mnie! - Ten posłusznie mnie odstawił, po czym wpił się w moje usta.
Reszta wieczoru minęła w bardzo miłej atmosferze. Po 23 byliśmy w domu. Padnięta od razu zasnęłam.


Kilka miesięcy później..


Oczami Kubiaka. 


Sezon reprezentacyjny zakończyliśmy z dwoma medalami złotymi. Teraz mamy Październik. Zaczyna się sezon ligowy. Kornelia jest w ósmym miesiącu ciąży, niestety, ale od tygodnia leży w szpitalu, gdyż bardzo możliwe, że nasz maluch będzie chciał wyjść wcześniej. Ja dzisiaj szykuję się na impreze otwarcia sezonu. Takie tam, małe co nie co. Nie chcę mi się tam iść, no ale cóż.

Impreze zaczął pan prezes, który powiedział tylko tyle, że liczy na lepszy sezon. Potem głos zabrał trener, który się jedynie przywitał. Po przemowach, które jeszcze wygłosili przedstawiciele naszych sponsorów odbyło się przedstawienie zawodników. Potem poszliśmy się po ludzku napić. Ale oczywiście nie za dużo. Po paru głębszych Czarnowski nagle przy wszystkich wypalił:
-Ale fajnie się pukało twoją Kornelke! - A ja aż się zakrztusiłem...

___________________________________________________________________________

Witam Was Miśki po dłuższej przerwie. Ten rozdział dedykuje mojej koleżance Gabrysi K. Dzięki mała za dobre pomysły! ;*

Nie wiem co powiedzieć. Nie będę was przepraszać, skoro nawet nie znam waszej opinii na temat tego bloga. Dziennie zagląda tu masa ludzi. wszystko ok, tylko szkoda, że nikt po sobie nic nie zostawi.. Przykre..

Kolejny nie wiem, kiedy się pojawi.


piątek, 2 maja 2014

Rozdział XII

Wzrok skierowałam w stronę drzwi. Stał w nich Visotto.
-W czym mogę panu pomóc? - Spytałam. *
-Panu? Mów mi po imieniu..
-Ok. To w takim razie w jakiej sprawie przyszedłeś?
-Mam ci coś do przekazania. - Po tych słowach chwycił moją rękę i wsadził małą karteczkę. Popatrzyłam na niego zdziwiona,ten tylko się uśmiechną i wyszedł. Przeczytałam zawartość papieru: Za 10 minut pod halą, B. Uśmiechnęłam się jedynie. Po czym wstałam i wyszłam.

Usiadłam na ławce i zaczęłam się rozglądać. Z budynku wychodzili kikice, większość z nich to brazylijczycy, którzy niestety, ale mogli czuć złość. Ich drużyna grała znakomicie, lecz Polska okazała się znowu lepsza! Z paro minutowym spóźnieniem pod ławką stawił się Bruno. *
- Miło, że przyszłaś.
-Mów szybko o co chodzi, bo czasu nie mam.
-Bo ja.. Może się przejdziemy? - Spytał. Szczerze? Nie miałam ochoty na przechadzki. Już od jakiś dobrych paru minut chciałam znaleźć się w łóżeczku wraz z Michałkiem, albo chociaż na jakiejś imrezcce w pokoju Kurka i Pita!
- Wiesz co.. Trochę zmęczona jestem..- Spojrzałam na niego, jego oczy nagle spochmurniały. Nigdy ich jeszcze takich nie widziałam. - Siadaaaj, Brunoo. - Powiedziałam.
Usiadł, spojrzał mi w oczy, po czym zbliżył się do mnie. Po kilku sekundach nasze usta spotkały się. Oderwał się na chwilę, zapewne, żeby zobaczyć jak zareaguje. Walnęłam go prosto z liścia.
-Kornelia?! - Spojrzałam, pod głownym wejściem stał Michał. Wstałam po czym podbiegłam do niego, ten jednak nie chciał mnie słuchać, wszedł do środka zły jak osa. O mało co nie przewrócił biednej dziewczynki.. Szłam za nim, jednocześnie zaciskając zęby. Nie chciałam płakać, oznaczało by to, że go zdradziłam, ale ja przecież nic złego nie zrobiłam! To ten idiota z Rezende mnie pocałował.

Weszłam za nim do szatni, nie było w niej nikogo.
-To nie jest tak jak myślisz!
-A jak? Może mi powiesz, że źle widziałem? Ślepy nie jestem. O i to mój dowód- Pokazał na soszewki, które właśnie lądowały w niebieskim pudełeczku.
-Skoro nie jesteś ślepy powinieneś zobaczyć, że go walnęłam. - Ten tylko wstał i zaczął się pakować. - Do cholery, Michał! - Krzyknęłam. Ale ten się nic nie odzywał.
Rozmowe przerwali nam chłopcy, którzy oznajmili, że mają się przebrać i za 10 minut mają wyjść przed hale do autokaru. Przyjmujący popatrzył się i wyszedł. Postanowiłam, że dam mu na razie spokój. Pogadam z nim w hotelu.

Dojechaliśmy do naszego apartementowca jakieś pół godziny po całym zajściu. Kubiak nie tylko olał mnie w autobusie, ale też  nie otworzył mi drzwi kiedy przyszłam z nim porozmawiać.

Perspektywa Michała. 

Po rozdaniu kilku autografów poszedłem do szatni. Miałem już serdecznie dosyć patrzenia na to boisko. Byłem tak cholernie zmęczony, że nie miałem siły się już podpisywać. 

-Ja wymiękam! - Krzyknąłem do reszty i wyszedłem. Swoje kroki skierowałem do szatni. miałem nadzieję, że spotkam tam Kornelkę, że razem spakujemy swoje rzeczy i pójdziemy do autokaru. Niestety, nie zastałem jej. Postanowiłem ją poszukać. Byłem wszędzie. W bufecie na dole, w łazienkach, na hali, w autobusie, w sali, w której aktualnie przesiadywali trenerzy, w sali konferencyjnej, jednym słowem - WSZĘDZIE. Zmęczony udałem się na zewnątrz zaczerpnąć świerzego powietrza. Lecz to co tam zobaczyłem przerosło mnie. Kornela całowała się z brazylijskim rozgrywającym.. Krew mnie zalała. Poczułem pojedyńczą łzę, która spłynęła po moim policzku. Szybko się ocknąłem, starłem słoną ciecz i wbiegłem do środka. Brunetka biegła za mną, tłumaczyła, że to nic się nie stało, że to on.. ale ja jakoś nie mogłem jej uwierzyć. Bo jak wyjaśnić to co widziałem na własme oczy?
W autobusie wiele razy wołał ją kolejno Pit, Zbyszek, Kurek i Krzysiek. nie przyszła, nawet się nie popatrzyła.. Szczerze? Brakowało mi jej. Chciałem dać jej szansę się wytłumaczyć, ale niestety. musiałem to najpierw sam jakoś przetrawić. Gdy dojechaliśmy do hotelu, ja od razu się położyłem, Zbyszek jeszcze poszedł do łazienki się wykąpać. Po paru minutach usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Już miałem wstawać, kiedy TA osoba się odezwala :
-Wiem, że nie chcesz mnie widzieć, ale proszę, daj mi to sobie wytłumaczyć, Misiu, proszę.. - Serce mi miękło, mimo tego połozyłem się dalej.

 Dzisiaj, tj. w środę wyjeżdzaliśmy do Polski. O 5 pobódka, o 5.30 śniadanie, o 6.15 wyjazd na lotnisko, o 8 wylatujemy!
Jeżeli chodzi o mnie i Kornelie to nic się nie odzywała, ja też. Widziałem, że miała oczy podkrążone od płaczu, wtedy poczułem takie jakby ukucie w sercu. Nie chciałem, żeby tak wyszło..

na 17 byliśmy w Warszawie. podróż minęła dość szybko.. Może dlatego, że prawie całą drogę spałem.

Wracając do Kornelii. 

Ostatnia noc była okropna.. Przez cały czas płakałam, nawet nie zmrużyłam oka.. Z rana nie najlepiej się czułam. Było mi słabo, kręciło mi się w głowię, nie mogłam utrzymać równowagi.. w samolocie siedziałam koło Pita, postanowiłam zwierzyć mu się ze wszystkiego.. Ten przytulił mnie, po czym doradził, abym dała mu czas. 

Kiedy dojechaliśmy na lotnisko w Warszawie doszłam do wniąsku, że przez prawie cały dzień nie rozmawiałam z Michałem, bardzo mnie to bolało. Brakowało mi jego dotyku, jego pocałunku, poprostu jego. 

Po paru minutach czekania na lotnisku zgapnęłam się, że przecież nie mam z kim wrócić do domu. Bo przecież nie wproszę się do Michała, a i ten za bardzo nie paja entuzjzmem. Nie miałam w sumie też gdzie wracać, gdyż dom dzieliłam z przyjmującym.
Siedziałam więc na ławeczce i czekałam, aż podjedzie jakiś autobus. Najbliższy miałam za godzine. Postanowiłam, że pojadę do rodziców. Oni mnie na bank przyjmą.

Po 10 minutach czekania podjechał pode mnie dobrze znany mi samochód.
-Nie uważasz, że powinniśmy porozmawiać? - Spytał niebieskooki. - Wsiadaj.. - otworzył mi drzwi. Bez wahania wsiadłam, bowiem miałam już dość.
-Michał.. Jeżeli ty mi nie wierzysz, to jeszcze dzisiaj jadę do Wałcza.. - nic się nie odezwał. Spojrzałam na niego. Widziałam jak zaciska zęby, jak hamuje łzy.. Ja też z minimalną trudnością je powstrzymałam. - Więc mi nie wierzysz.. Ja na serio tego nie chciałam..
-Zabije sukinsyna. - wysyczał wręcz, po czy nacisnął mocniej pedał gazu. Przyśpieszył, i to znacznie.
Spojrzałam na niego, zaczęłam się go bać.
-Michał, zwolnij! - jednak to nic nie poskutkowało. - Zrób to dla mnie, dla dziecka, dla naszego dziecka! - Niestety.. Nie było mi dane nic więcej powiedzieć.
-Zamknij się! Mam dość rozumiesz? To mnie wykańcza. Ja muszę odpocząć. - Spojrzałam na niego. Na szczęście zwolnił trochę. Jednak mnie to wcale nie cieszyło. Wolałam zginąc niż tak żyć.
Mimo wszystko postanowiłam, że zawalcze.
- Skarbie, proszę uwierz mi. Kocham cię, słyszysz? Jesteś dla mnie wszystkim. Całym moim życiem! Nie możemy się tak kłócić, słyszysz? To nie dobrze dla nas.. dla naszego dziecka !
- Kochasz go?
- Co? Oszalałeś?! Mówię ci przecież, że to jego wina, bo to on się na mnie rzucił. Odepchnęłam go.. Misiu.. kocham cię, rozumiesz? - W tym czasie zatrzymał się pod naszym blokiem. Nic się nie odezwał. Zatrzymał samochód, wziął walizki i skierował się do naszego mieszkania. Ja zamknęłam samochód i poszłam za nim.

Było po 22 . Postanowiłam, że spróbuję jeszcze raz. Poszłam więc do salonu, gdzie siedział Michał. Oglądał jakąś powtórkę meczu..
-Możemy w końcu porozmawiać ?
- Nie mam za bardzo ochoty. Idę spać.
- Kubiak! Kurwa, co ja mam zrobić żebyś mi uwierzył?!
- Nie wiem, może to jakoś udowodnij..
- Jak? Ty ciągle uciekasz, wrzeszczysz na mnie, jak by nie wiem co się stało! Próbuję się do ciebie zbliżyć, ale ty uciekasz. - usiadł na kanapie. - Michał mam dość, słyszysz? DOŚĆ! Jeżeli tak to ma teraz wyglądać, to ja dziękuje. Dobranoc.
Poszłam do pokoju, miałam daleko gdzieś już to wszystko. Mimo wszystko popłakałam się jak głupia. Położyłam się na łóżku, łkałam tak z pare minut, gdyż potem poczułam jak Michał przychodzi i kładzie się obok mnie.. Pocałował mnie lekko w policzek. - Już dobrze. - szepnął mi do ucha. - Wierzę ci, mała. - dodał.
-Ale, przed chwilą..
-Musiałem to wszystko przetrawić.. Nie mogę cię stracić. Za bardzo cię kocham. Kocham cię, skarbie.
Po tych słowach przyjmujący pocałował mnie, po czym wtuliłam się w niego i zasnęłam.

_______________________________________________________________________________

                                      PRZEPRASZAM :( 

Ostatnio nie mam za bardzo czasu, ani weny.

Komentujcie.. ;)