niedziela, 27 kwietnia 2014
Rozdział XI
Jest co raz to gorzej. Sprawca moich łez dobiera się powoli do mnie, próbuje go odepchać, ale jest silniejszy. Krzycze, znowu. Nic to nie pomaga, wręcz przeciwnie. Znowu dostaje z 'liścia' . Błagam go, aby dał mi spokój, ten nie słucha i co raz to dalej pcha swoje dłonie..
-Kornelia, spokojnie..- A więc to sen. To tylko zbiór moich głupich myśli i wspomnień.
-Czy ja?
-Krzyczałaś, na całe Toronto, ale spokojnie. Masz mnie.
Wtuliłam się w niego i napawałam jakże słodkim zapachem jego perfum. Nagle do pokoju wpadł Igła, wraz ze zgrają "dzikich imprezowiczów".
-Co się dzieje, wszystko ok? - Krzyknął Krzysiek. - Policję już powiadomiliśmy. Gdzie jest ten idiota z Kubiaka? - Zrobiłam minę typu 0_o . Co on sobie umyślił w tej łepetynie?
W tym czasie do pokoju wpadło dwóch funkcjonariuszy. Zaświecili światło, a we mnie aż wrzało. Wszyscy bowiem teraz dowiuedzieli się prawdy. Przeprosiliśmy policjantów (na szczęście obyło się bez zbędnych gróźb ) , potem przystąpiłam z Miśkiem do wyjaśnienia tym debilom co tak na serio się stało, że krzyczałam.
-To Kubi ci nic nie zrobił? - nie dowierzał Zati. - A już myśłałem, że coś się będzie dziać..- Zrezygnowany jako pierwszy wyszedł. Chłopaki rozsiedli się, jak by nigdy nic, a przecież była czwarta rano. Myśłałam, że ukatrupie, bowiem niektórzy z nich byli tak zalani, że zaczeli śpiewać jakieś serenady. Winiar, Zbyszek i Bartek zaczęli śpiewać tą piosenke. To była mega katasrofa.. Na szczęście długo to nie trwago, gdyż do pokoju wpadł zły jak osa Blein.
-What the fuck? - Krzyknął szkoleniowiec. Dzięki Bogu chłopaki zamknęli się.
-Bo Korni coś odwaliło, i teraz musimy przy niej siedzieć, żeby znowu nie zaczęła wariować..- Powiedział zdyszany Zbyszek. Super!
-Czy wy jesteście pijani? - Dociekał szkoleniowiec.
-Nie, co pan, my po prostu spać nie chcemy i dlatego tak się Bartman zachowuje. - Kubiak próbował jakoś spławić francuza. Ten na szczęście machnął tylko ręką i wyszedł. Odetchnęłam z ulgą, a i pewnie im kamień spadł z serca.
-To na nas już chyba czas..- Powiedział nasz wspaniały Murator.
-Fajnie, że dopiero teraz na to wpadliście. - Powiedziałam. W duchu chcialam, żeby jeszcze zostali, bo dzięki nim uśmiech znowu zawitał na mojej twarzy, a co najważniejsze nie myślałam o tym śnie, który przypomniał mi sytuacje sprzed parunastu lat. Ale niestety, musiałam być stanowcza i wygoniłam ich, wraz z Kubiakiem. Nie miałam wyjścia. Zbyszek się uparł, że bez swojego przyjaciela nie idzie. A na pytanie dlaczego, odparł, że boi się, że coś go zje w nocy.
Obudziłam się przed 8. Nie lubiałam nigdy długo spać, to też teraz po tak ciężkiej i głupiej nocy zwlekłam się z łóźka bez problemu. Po czym poszłam do łazienki, wzięłam prysznic i się ubrałam w ten zestaw. Potem poszłam i obudziłam wszystich. Tak jak myśłałam wszyscy jeszcze spali. Po moim napadzie na nich słychać było tylko jęki. nie spał tylko Zbyszek z Kubiakiem, ten pierwszy miał strasznego kaca, a ten drugi szukał dla niego jakichś proszków. Westchnęłam tylko i zeszłam na dół na śniadanie. Trenerzy siedzili już i zajadali mega dużą porcję jajecznicy. Podeszłam do nich, po czym rzuciłam grzeczne- dzień dobry i smaczengo - po czym zajęłam swoje miejsce.
-A gdzie nasi chłopcy? - Spytał Antiga.
- Zaraz powinni zejść. O której dzisiaj trening? - próbowałam zmienić temat, nie fajnie było by gdyby się dowiedzieli, że ich podopieczni jeszcze śmacznie śpią, bądź leczą kaca. Na szczęście udało się i oni nie pytali się już o nic.
- o 10.30 idziemy na siłownie. Także lepiej, żeby się mi tu migaczem pojawili. Bo czasu nie ma. - Faktycznie. Było po dziewiątej. Zjadłam szybko swoją porcję i poszłam po te lebiody.
Połowa z nich jeszcze smacznie spała, ale ja nie dałam za wygraną, i w kółko ich budziłam, chodziłam z pokoju do pokoju. Pierwszy ruszył się Marcin z Gumą, którzy pomogli mi, także w ciągu pół godziny wszyscy już byli na nogach. Podziękowałam im za dzisiejszą noc, po czym udali się do "restauracji" . Zjedli w pośpiechu, potem szybko się poszli przebrać i z kacem w głowie poszli ćwiczyć. Reszta dnia minęła dość szybko: obiad, trening, później czas wolny co w moim wypadku oznaczało masę papierkowej roboty, co wiązało się z "przesłuchaniem" siatkarzy, potem kolacja no i spać.. Na szczęście zamknęłam się i byłam nieugięta, jeżeli chodzi o Michała.
Kolejny dzień, wielki dzień! Gramy dzisiaj z wielką Brazylią. Dziwnym trafem wszyscy pajają entuzjazmem, ba ! Każdy czuję, że wygramy! Po 14 byliśmy na hali. Chłopaki poszli do szatni, ja postanowiłam, że troszeczkę im poprzeszkadzam. Poszłam więc razem z nimi do szatni. Ze zdziwieniem patrzyli jak wchodzę do ich skromnych czterech ścian. Usiadłam na ławeczce, pozwoliłam sobie wyciągnąć aparat Ignaczaka i zaczęłam robić im zdjęcia! Igła oczywiście się nie zoriętował, rzekł tylko, że fajny mam aparat i tyle go było widać. Ja świetnie się bawiłam, a chłopaki w kółko narzekali, że mam przestać, bo ich to rozprasza.. Ciekawe, tak to sami się proszą o pare zdjęc, a tak uciekają! Po 15 minutach zgłodniałam, wyciągnęłam więc batonika z plecaka mojego Misia! Nie powiem, że to mega pożywne, no ale wyjścia za bardzo nie miałam. Nagle podszedł do mnie Kubiak.
- Skarbie, skąd masz batonika?
- Z twojego plecaka, skarbie.
- Ale ja nie miałem tam żadnego jedzenia tylko ubranie i buty..- Zaczął się drapać po głowie.
- To komu ja zjadłam batona? - Spytałam się można powiedzieć, że samej siebie.
Nie usłyszałam odpowiedzi. Postanowiłam, ze już sobie pójdę, bo w szatni zaczynało się robić naprawde gorąco, ponieważ chłopaki się przebierali co oznaczało, że będą się rozbierać, a tyle gołych klat.. Ale dobra, Korni, ogar! - Skarciłam się w myślach.
Swoje kroki skierowałam na hale, po drodzę spotkałam brazylijską elite (chyba mogę ich tak nazwać?) , gdyż przemierzali korytarz niczym gangsta z Los Angeles ( :D ) . Na czele szedł legendarny Giba, nie wierzyłam własnym oczom! On oczywiście nie grał, bo przecież zrezygnował z reprezentracji po Igrzyskach.. Ale kibicował swoim i to ważne!
Ominęłi mnie szerokim łukiem, podśpiewując jakąś pieśń i żartująć. Podszedł do mnie jedynie niejaki Bruno Rezende.
-Cześć, ty jesteś zapewne tą pięknością z Polski? - Spytał podnosząc prawą brew, co dodawało mu mega uroku.
-Chyba tak, Kornelia.
-Bruno, Zibi coś nieco opowiadał mi o tobie.. Jesteś dziewczyną tego jego kumpla..
-Michała.
-O właśnie! Miło mi cię poznać. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy. - Pocałował mnie w policzek, po czym udał się w strone hali. Migaczem znalazł się przy mnie Bartman.
-Kornelia! Mam nadzieje, że to nie to o czym myśle..
-Daj spokój! Przecież jestem z Miśkiem ok?!
-Uważaj na niego. -Powiedział Zbyszek. - A ! Zapomniałbym, Misiek woła cię. Zapomniałaś się przebrać.- Spojrzałam na siebie. Chwile mi zajęło zanim pojęłam o co chodzi. Swoje kroki skierowałam więc znowu do szatni, weszłam, pocałowałam Miśka, po czym wzięłam koszulkę z numerem 13 i poszłam się przebrać. W tym momencie cieszyłam się, że to dopiero drugi miesiąc schodzi i że brzuch jeszcze nie jest taaki duży.
Zaczął się mecz. W pierwszej szóstce znaleźli się: Zbyszek, Bartek i Winiar, Piotrek i Możdżon, Guma + Krzysiu. Darłam się jak głupia, ale to nic nie pomogło. W pierwszych dwóch setach przegraliśmy sromotnie (25:19 i 25:21) . Podczas przerwy nie wytrzymałam i podeszłam do nich.
-Co to ma być?
-Nie widzisz? Mecz. - Stwierdził lekko wkurzony Kurek.
-To wiem baranie. Mi chodzi bardziej o wasze nastawienie! Ze spuszczonymi głowami mecza nie wygracie. Weźcie się w garść! Jeszcze nie wszysko stracone.
-Jak mamy twoim zdaniem pokonać Brazylie? - Spytał Zbyszek
-No trzymajcie mnie! Zbyszek no! Jak? To ja ci powiem! Przypomnij sobie ile hektolitrów potu wylaliście na treningach, ile starań włożyliście w każdą jedną sztangę, w każdy jeden serw. Przypomnij sobie jak cholernie kochasz tę gre i ile ci ona sprawia radości. Potem dopiero wyjdź na boisko i włóż w to całe serce, a wygrasz! To się tyczy wszystkich, bez wyjątku.
-Tak jest! Ona ma rację. - Krzyknął Igła.
Trzeci set zaczął się naszą przewagą, co mnie niezmiernie ucieszyło, widać było bowiem ile serca w to wkładają. Dla mnie oni już wtedy wygrali. Nasze prowadzenie wzrosło do 5 punktów, kiedy to na zagrywkę wszedł jeden z bombardierów słynny Visotto. Serwował prosto na Winiara, który nie radził sobie zbyt dobrze. Powiem więcej. Atakujący strzelił nam 3 asy.. Antiga zrozumiał powagę sytuacji i wpuścił na boisko Kubiaka. Ten z kolei został od razu wykorzystany i na nasze szczęście przyjął dość dobrze zagrywkę brazylijczyka. Trzeci set wygraliśmy do 19. Czwarty set był można powiedzieć powtórką seta poprzedniego. Piąty set to czysta formalność. Wygraliśmy szczęśliwie do 10. Jaka była nasza radość! Wszyscy skakali, wiwatowali, polscy kibice skandowali imiona siatkarzy, Michał podszedł do mnie i mnie pocałował, mówiąc, że to dla mnie tak dobrze przyjmował jak i atakował. Uśmiechnęłam się na te słowa, po czym udałam się z nim i resztą do szatni. Wszyscy zgodnie rzekli, że ta wygrana to moja zasługa. Bardzo mnie to cieszyło.
W szatni aż wrzało, DJ Winiar zapuszczał swoje bity (czyt. Disco Polo) , wszyscy śpiewali, co u nas w kadrze jest na porządku dziennym. Chłopaki po tym jak się nieco ogarnęli postanowili wyjść do swoich kibiców. Ja nie chciałam wychodzić, więc zostałam w szatni.
Kiedy już zostałam sama ktoś zapukał do drzwi..
- Można?
_______________________________________________________________________________
No więc tak. Przepraszam za to, że rozdziały nie są dodawane regularnie, ale niestety nie wyrabiam..
Asseco przegrała, znowu. Ale ja się tam nie załamuje. Srebro też jest dobre. :)) . Jestem z nich mega dumna. Po za nimi Jastrzębianie zdobyli brąz! Meega dzień ;))
Dziękuję za komentarze i proszę o więcej :D .
środa, 23 kwietnia 2014
Rozdział X
Ruszyliśmy. Ja siedziałam najpierw z przodu, ze sztabem, chciałam bowiem omówić co i jak. Nie ukrywam, że troche się stresowałam, co ja mówię? Panicznie się bałam. W końcu nie często zdarza się, aby prawnik stał się psychologiem. Znając życie, nie będzie łatwo, gdyż nasi chłopcy głupotą aż tryskają! Ustaliłam z Antigą, że w Toronto, będę miała sama pokój. Tak będzie lepiej, zresztą. Przede mną całe życie spędzone z niejakim Michałem Kubiakiem, aż wzdrygnęłam się na tą myśl. Oczywiście cieszę się.
Nagle podszedł do mnie wyżej wspomniany siatkarz, który za wszelką cene chciał wyciągnąć mnie na tzw. "tyły".
-No jestem. I co tam?
-Stęskniłęm się, no. Całą noc o tobie myślałem. - Uśmiechnęłam się promieniście w jego strone.
-Uuuuu.. No weźcie, bo się pożygam! Na Boga!
-Rucy, nie pasuje ci coś? - Spytał się Michał.
-Tak! Ile można? W kółko się miziacie.. Mooże..- Nie dane mu było dokończyć, gdyż Misiek wziął i żucił w niego butem, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Po półtorej godzinie wjechaliśmy do naszej pięknej stolicy. Na co każdy wybuchnął wielkim entuzjazmem, tylko Kurek miał minę jakby zobaczył ducha. Postanowiłam, że swoją nową pracę zacznę od pogadania z Bartkiem, przeprosiłam więc resztę i poszłam w jego kierunku.
-Co raz bliżej.. co raz bliżej...- Powtarzał w kółko.
-Czołem! - Krzyknęłam chyba na cały autobus.- Boisz się?
-Nie, coś ty! Ja? - Chwila ciszy. - No dobra. Może i tak, ale co z tego? Każdy ma jakieś swoje słabości! Moją jest latanie samolotem, a ja wcale się nie wstydzę tego. Tak wogóle to jest moja fobia! Także nie wiem po chu..po co zawracasz sobie tym głowe.
-Bo jestem waszym psychologiem? Bo zależy mi na was, na tobie. Jesteś Bartosz Kure, chłopie weź się w garść!
-Najwyżej wszyscy zginiemy! - krzyknął Zbyszek, który nie wiadomo skąd wyszedł. Przyjmującemu od razu świeczki stanęły w oczach, a ja popatrzyłam się znacząco na Bartmana, który potulnie znikł gdzieś na końcu autokaru.
Udzieliłam pare rad Bartkowi. Opowiedziałam mu nawet historię mojej kuzynki, która panicznie bała się jeździć samochodem. ( Oczywiście ona dalej nie jeździ samochodem, gdyż nie znaleziono osoby, która by ją uspokoiła, ale o tym Kurek wiedzieć nie musi ) .
Obiecałam Bartkowi, że w razie wu, będę siedzieć koło niego i go jakoś pocieszać. Tyle mogłam dla niego zrobić, aż tyle!
Po 15 minutach byliśmy na lotnisku znanego Shopena (?) . Nie brakowało atrakcji, bowiem na samym wejściu Zati zaliczył glebę. Potem kolejno podchodzili kibice, to po autograf lub po zdjęcie. Wszystko byłoby okej gdyby nie pewna dziunia, która próbowała zbliżyć się do mojego Michała. Szlak by ją trafił, rozpięła sobie troche za bardzo bluzkę, która i tak sięgała jej do pępka, jej miniówa ledwo przykrywała jej tyłek, a o butach nie wspomne! 30 cm szpilki, w których na dodatek nie umie chodzić.
Najpierw obserwowałam całą tą sytuację, chciałam zobaczyć jak Michał sobie da radę, w końcu nie lada sztuką jest spławienie takiego pokemona. Po jakichś 10 minutach, ta pinda siedziała mu na kolanach, a ten patrzył w moją strone. Wiedziałam o co mu chodzi. Chciał, żebym mu pomogła, zapewne. Ale, niech się pomęczy! Patrzyłam więc dalej na całą tą sytuacje, w końcu podszedł do mnie Zibi.
-Nie masz serca kobieto! Ratuj go, bo inaczej sama zostaniesz, ona jest straszna! - pokręciłam tylko głową i poszłąm w ich strone.
- Przepraszam, ale czy mogła by pani zejść z kolan mojego chłopaka?
-Ochhh... chłopaka? Dżizas. Bartek! - Popatrzyła na Michała - Przecież ty nie masz dziewczyny.. w końcu jesteś Bartman, no! Ten zawodnik Asseco Madrytu, napastnik środkowy.. - ledwo powstrzymałam się od śmiechu.. Ona wzięła Michała za Bartka Bartmana, napastnika środkowego Asseco Madryt!
-Oj złaź mi stąd! - Michał wziął i zrzucił ją na zimną posadzkę lotnioska.
Oczywiście wszyscy oglądali tą sytuację, ba! Igła aż uruchomił tą swoją megasuperhiper kamere, na szczęście nagrał to! Będzie co pokazywać przyszłym pokoleniom. Ja jako pierwsza podeszłam do Michała i wybuchnęłam śmiechem. Reszta również nie mogła się powstrzymać.
Podróż minęła dość szybko ( nawet jeżeli trwała 8 godzin z przesiadką w Paryżu.) Lubię podróżować, sprawia mi to straszną przyjemność. Dlatego też nie jęczałam jak reszta bandy, bo za długo, a im się nudzi.
Kiedy znaleźliśmy się w Toronto, tzn. w naszym "apartamentowcu" , chłopaki padli na mór beton i poszli spać. Jakież było moje zdziwienie. Michał zaniósł tylko moje walizki i też poszedł do pokoju się kimnąć. Ja w tym czasie postanowiłam pójść zwiedzić teren. Nie było późno, w Kaniadzie była dopiero czternasta.
Poszłam najpierw do jakiejś kawiarenki, odrobinę się odświeżyć czyt. napić kawy! O tak, tego mi było trzeba. Potem poszłam dalej, w nieznaną mi strone, raz się żyje-pomyślałam- a z tymi wiecznie zmęczonymi siatkarzami niczego nie pozwiedzisz- dodałam, calkiem sama do siebie. Nagle, ni stąd ni zowąd poczułam straszne ukucie, w moim brzuchu toczyła się nie mała rewolucja, co mogło oznaczać tylko jedno, moja pociecha jest głodna! No to ja bez wachania udałam się do pobliskiej restauracji i zamówiłam sałatkę grecką. Wszamałam ją niemal tak szybko, jak szybko została mi ona podana. Postanowiłam, że pójdę pozwiedzać jeszcze troszeczkę. Poszłam do centrum. To co tam zobaczyłam, sprawiło to, że popłakałam się! Mianowicie przez ulice stolicy przechodzili polacy ubrani w biało czerwone stroje. Postanowiłam, że podejdę do nich i zapoznam się.
Jakie było ich zdziwienie, kiedy to podeszlam do nich!
- Polka? - Kiwnęłam głową na tak. - Nasi tu są! - Krzyknął jeden z nich.
- Może chcesz z nami się wybrać na mecz? Razem raźniej! - Ops! Przecież nie mogę im powiedzieć, że jestem tu razem z siatkarzami i że mam miejsce obok sztabu. Albo nie uwierzą, albo będą chcieli się z siatkarzami zapoznać, za co oni od razu mnie zabiją!
-Tylko, że ja nie idę na mecz.. - skłamałam. - Ja w tym czasie jadę do Polski, boo.. yyy.. Muszę tam ważną sprawe załatwić..
- No nic, będziemy szukać dalej, może akurat znajdziemy jakichś innych rodaków. - Po tych słowach odeszli.
Ja weszłam do jakiecoś centrum handlowego. Postanowiłam, że kupie sobie coś na pamiątke, poszłam wiec do jedego ze sklepów i tak o to sprawiłam sobie prezent : naszyjnik ze znakiem nieskonczoności! Kiedy stałam przy kasie zadzwonił telefon. Michał.
- Halo?
-Gdzie Ty do cholery jesteś?
-W centrum.. zaraz wróce.
- Gdzie? Do diaska, wiesz chociaż jak wrócić? - O shit! Ja nie znam drogi powrotnej, ale nie powiem mu o tym. Mam pomysł.
- Tak wiem. Widzimy się w hotelu. Pa.
Postanowiłam, że pójdę i po prostu pojadę taksówką. No kto jak kto, ale taksówkarz będzie wiedział, gdzie znajduje się hotel Paradise.
Tak jak chciałam, tak zrobiłam i już po piętnastu minutach byłam na miejscu. Zapłaciłam więc i weszłam do środka.
Od samego progu przywitał mnie Zibi, który miał za zadanie wyglądać mnie i od razu przynieść do Michała. Swoją drogą ciekawe czemu on nie mógł tu na mnie poczekać. Biedny Zbyszek, musiał zaprzestać podrywania młodą recepcjonistkę, która aż się prosiła o danie jej jakiejś pożądnej lekcji dbania o siebie. Kto normalny kreski pod oczami rysuje flamastrem? No ale co tam, Zbyszek zaprowadził mnie do Michała, ten stał w oknie, a gdy tylko mnie zobaczył skarcił mnie wzrokiem po czym przytulił tak, jakby mnie nie widział przez ostatnie lata.
-To ja was zostawie..- powiedział Zibi i tyle co było go widać.
Staliśmy tak w uścisku, aż w końcu nie wytrzymałam.
-Misiu, skarbie, gnieciesz mnie i nasze dziecko.
Odsunął się od razu, po czym spojrzał mi prosto w oczy. Wiedziałam, że coś go trapi, że jedynym powodem dla którego tak patrzy nie jest to, że zniknęłam bez niego..
-Co jest? - Spytałam ciągle patrząc mu prosto w oczy. Ten się odsunął i dalej zwrócił się w strone okna.
-Kornelia.. Ja.. dostałem propozycje zagrania we włoskiej lidze.. - Ocho.. zaczyna się robić ciekawie.
-I chcesz usłyszeć ode mnie pozwolenie?
-Nie, ja chcę żebyś o tym wiedziała. Chcę znać twoje zdanie.
-Źle ci w Jastrzębiu?
-Nie, ale to jest włoska seria A , grałbym z Kurasiem w Maceracie. To jest dla mnie ogromna szansa..
-Widzę, że już postanowiłeś..- do moich oczu napłynęły łzy. Nie chciałam jechać do Włoch. Kiedyś tam mieszkałam, jeszcze jak byłam mała, jak chodziłam do podstawówki. Wtedy było mi bardzo ciężko, nie z powodu tego, że jestem polką, czy że nie znam języka. Wtedy stało się coś gorszego. Coś, czego nie życze nawet największemu wrogowi.. Otóż tam we Włoszech zostałam zgwałcona..
Wyszłam z pokoju i skierowałam się w strone pokoju Pita i Kurka. Nie wiem czemu. Chciałam się komuś wygadać, podzielić tym co czuje. Tym czym się boje. A Piotrek na bank mnie wysłucha.
Lekko zapukałam, po czym weszłam. Pit leżał na łóżku a Bartek gadał przez telefon.
- Moge? - spytałam.
-Jasne, zapraszam.
Opowiedziałam wszystko środkowemu, pominęłam jedynie fakt mojej przeszłości. Wstydziłam się tego, nie łatwo jest mówić o takich sprawach.
Pit wiedział, że nie mówie mu wszystkiego, ale nie naciskał. Powiedział, żebym spokojnie z Michałem pogadała, powiedziała mu co i jak oraz wyjawiła TĄ tajemnice.
W tym czasie Bartek poszedł zebrać ekipe na dzisiejszą libacje. Miał w planie urządzić wycieczke krajoznawczą po klubach stolicy Kanady. Ja pomyślałam, że będę miała wtedy niesamowicie dużo czasu na porozmawianie z moim skarbem. On ma prawo wiedzieć..
Przed 19 wyszłam z pokoju Piotrka i udałam się do pokoju Michała, aby go poprosić, żeby został tego wieczoru ze mną, po czym udałam się na kolacje. Jadłam tylko ja i sztab, gdyż reszta postanowiła, że już teraz pójdą się szykować na przejażdżkę, a zjeść, zjedzą w jakimś klubie. Co z tego, że tu na miejscu mają żarcie za darmo, skoro można wydawać pieniądze?!
Po kolacji udałam się do pokoju, chciałam się odświeżyć. Wzięłam więc dłuugą kąpiel. Potem ubrałam się w pidżame i weszłam do tego większego pomieszczenia. Jakie było moje zdziwienie kiedy na łóżku zobaczyłam przyjmującego.
-Odrzuciłem propozycje..- Spojrzał na mnie. A mnie zamurowało. Przecież to było jego marzenie!
-Co?! Oszalałeś? Misiek, no! To jest wielka szansa dla ciebie.
-Chciałem wziąć twoje zdanie na ten temat, pamiętaj, że nic nie zrobie wbrew tobie! A teraz chodź tu do mnie i opowiedz mi to co chciałaś powiedzieć.
Zamurowało mnie. Pierwszy raz byłam dla kogoś tak bardzo ważna. Zawsze to Szymek podejmował te ważniejsze decyzje, bo był ode mnie starszy, i jak to twierdził: dzieci i ryby głosu nie mają, tak więc rzadko kiedy miałam coś do powiedzenia. Michał był o sto razy lepszy, zawsze był przy mnie, wiecznie się o mnie martwił, a co najważniejsze brał pod uwagę moje zdanie! Taki chłopak to cud! Dosłownie.
Weszłam na łóżko po czym zaczęłam mu opowiadać o moich dramatycznych przeżyciach związanych z Włochami. Już od samego początku do moich oczu napłynęły łzy. Michał zacisnął mocno pięści, a kiedy skończyłam i zalałam się łzami przytulił mnie najmocniej jak tylko potrafił. Nie pamiętam co się stalo potem, ponieważ udałam się do krainy Morfeusza..
_______________________________________________________________________________
Witam was po dłuugiej przerwie. Wiem, że rozdział słaby, ale weny za bardzo nie mam, a też nie chciałam, żebyście dłużej czekały :)
Mooja kochana Asseco Resovia Rzeszów wczoraj przegrała ze SKRĄ, ale ja w nich dalej wierze! NIGDY NIE LEKCEWAŻ SERCA MISTRZA! :):):)
Natomiast Jastrzębie wygrało z ZAKSĄ, co też mnie niezmiernie cieszy. Szoka, że nie było transmisji.. Swoją drogą, za kim wy jesteście? :)
Jeżeli już tu jesteś, to proszę skomentuj, bo nie wiem czy dalsze pisanie ma sens :) .
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Przepraszam.
Tak bardzo przepraszam! Wiem, że rozdział miał pojawić się dzisiaj, ale nie dałam rady. Fizyka i historia zajęły mi cały dzień, a teraz jestem wypompowana, więc nie dam rady już nic napisać. Nie obiecuje, że wstawie rozdział jutro, bo będę musiała się uczyć na kolejny sprawdzian, ale już w środę na 100% rozdział się powinien pojawić. Obiecuje, że kolejny rozdział zrobię dłuższy, tak na przeprosiny. :)
Rozdział IX
-Halo?
-Kornelia..- nie wiedziałam kto to, ale ten ktoś ewidentnie znał moje imię.
-Kto mówi?
-Nie poznajesz mnie? Zresztą zapomnij . - Mój rozmówca nie był chyba zbyt rozmowny, gdyż zaraz po tych słowach rozłączył się.
Nie wiem kto to był, ponieważ dzwonił z numeru zastrzeżonego. Dziwne, dziwne. Ale co tam.. nie ma sensu się tym człowiekiem przejmować. Nie?
Nie mogłam już zasnąć, mimo tego że tak bardzo chciałam.. wzięlam więc laptopa po czym zalogowałam się na tzw. "Fejsbuku" . Miałam setki nieprzeczytanych wiadomości głównie od Gabrysii, pytała czy nie wpadlabym do niej z Michałem po zgrupowaniu, podobno ma jakąś niespodzianke. Ciekawie się zapowiada. Odpisałam, że najpierw pogadam z Michałem, a potem dam jej znać. Było już grubo po 11 kiedy zaczęłam się ogarniać, kiedy wyszłam z łazienki czekał na mnie niespodziewany gość.
-Co jest Cichy?
-A bo ja pogadać chciałem..
-No to słucham.- lekko sie usmiechnelam.
-Bo poszedłem dzisiaj z rana po bułeczki do pobliskiego sklepu, ponieważ Antiga pokłócił się z kucharkami, że tuczą nas..
-Serio?
-No ale to nie ważne. No i jak już podszedłem do kasy, to wyszła taka ładna dziewczyna.. starałem się jak mogłem, żeby tylko jej zaimponować.
- na przykład?
-No powiedziałem jej, że musialrm z ośrodka tu zawalać, żeby wyżywić stado bydła jakim są nasi siatkarze.
-Ale ty wiesz, że też nim jesteś?
-O kurwa.
-Piteeer! Ty może zamiast przeklinac, zrób coś pożytecznego i umów się z nią?
-Tak sądzisz?- pokiwałam głową na tak po czym ucieszony wyszedł.
Co za człowiek! Swoją droga bardziej zaciekawila mnie sytuacja związana z kucharkami, no bez jaj? Co ja będę jeść? A co jeżeli tak już będzie zawsze? Dobrze że jutro wyjeżdżamy z samego rana.. a właśnie ! Trzeba się zacząć pakować.. obiecałam Kubiakowi, że z nimi pojadę. Ciekawe co on teraz robi, tak bardzo za nim tęsknię. Straszne nie? Widziałam go raptem wczoraj w nocy, a już teraz mi go brakuje.. z przemyśleń wyrwał mnie dzwonek telefonu.
-Halo?
-Słuchaj, moglabys zejść do stołówki?
-A kto mówi?
-Igła, skarbie, Igła ! - co za gafa, jak ja mogłam go nie poznać?
Rozlaczylam się po czym zeszłam na dol. Słychać było jakieś dzikie wrzaski. Ktoś ewidentnie kłócił się z naszym kochanym trenerem, poznałam go po tej jego lamanej polszczyźnie. Jak się okazało, tym drugim oszołomem był Kubiak.
-Co tu się dzieje? - spytalam Igły.
-Antiga oszalał. Chce nas karmić samymi sałatkami..
-A ten się zapewne nie zgadza?
-Nie tylko on! To jest chamstwo. - wtrącił Guma. - Bo jakim chu...cudem mamy mieć siły jak będziemy żyć sama zieleniną? - O masakra. Guma o mało co nie przeklnął, co to się dzieje..
Było coraz gorzej, do przejmujacego dołączyli się inni siatkarze. Klocili się w najlepsze. Ale w sumie, mieli rację.
-Panie trenerze, skoro tak ma wyglądać nasza dalsza współpraca, to ja dziękuję! - rzucił Kurek po czym wyszedł. O nie! Nie dopuszcze do tego, żeby on odszedł. Poszłam za nim i tak jak myślałam, ten zaczął się pakować.
-Co ty odwalasz, do cholery?!
-Nie widać?
-Kurek! Co ty baba, że uciekasz? Już won mi na dol i walcz o swoje, a nie mi tu się pakujesz!
Nagle do pokoju wparował Igła ze swoją kamerą i paru innych wielkoludów.
-Mam to!
-O co chodzi?- Spojrzalam na nich. Wszyscy się śmiali, a ja stałam jak taki idiota.
-A bo Antiga chciał cię sprawdzić, jak zareagujesz i czy się nadajesz. - wyjasnil Igła.
-Nadaje na co?
-Na zostanie naszą nowa panią psycholog! - zrobiłam oczy typu 0__o i czekałam na dalsze wyjaśnienia. Okazało się, że psychologowi kadrowemu córka się urodziła i musiał wyjechać, a że ja byłam pod ręką, Antiga wraz z Bleinem postanowili to wykorzystać.
Po tym wszystkim w końcu poszłam coś zjesc! A co najlepsze, z tymi kłótniami to też był żart. Przecież musiało to wyglądać na bardzo poważne zdarzenie, a nie jak takie "amerykańskie gówno", tak stwierdzila nasza kochana kura. Po obiedzie ja poszłam się pakować a chłopaki na siłownię. Pakowanie zajęło mi nie dłużej jak pół godziny, gdyż miałam mało rzeczy. O kurwa. Przecież ja muszę sobie więcej rzeczy zabrać skoro mam z nimi spędzić jeszcze dwa miesiące!
Było po czternastej kiedy wparowałam na siłownię.
-Stefan! Ja muszę jechać do Jastrzębia! Teraz, zaraz!
-Ale po co?
-Po rzeczy!
-Dobra jedz, ale jutro cię widzę o 5.50 pod ośrodkiem..
Kiwnelam głową, po czym podeszłam do Michała, musiałam mu powiedzieć o co chodzi, żeby się nie martwił. Chciał jechać ze mną, ale ja przekonałam go, że sama dam sobie radę. No tak więc pocałowałam go po czym wyszłam.
Po paru godzinach zajechałam pod dom. Było już ciemno, po drodze sprawdziłam pocztę i weszłam do mieszkania. Było tak cicho i pusto, przyzwyczaiłam się już do ciągłych szumów i wrzasków. Postanowiłam, że zadzwonie do Michała, żeby się nie martwił.
-Halo?
-Cześć Misiuu. Dojechałam już.
-O której do nas wracasz?! - krzyknął Igła.
-O 5.50 mam być pod ośrodkiem. Idę się spakować, potem się prześpie ze dwie godziny i wracam.
-Ok, to czekam skarbie.
Rozlączyłam się, po czym poszłam się pakować. W jedną walizkę spokojnie wszystko spakowalam. Było przed 23 w nocy kiedy poszłam "spać". Miałam budzik na pierwszą w nocy. Ciekawe jak ja wstane..
Jeszcze pięć minut, czy ja o tak dużo proszę?
Chwila, chwila. O kurwa. To już przed druga, zaspałam! Czym prędzej ruszyłam w stronę łazienki, wzięłam szybki prysznic, w miarę się ogarnęłam i wyszłam. Było tak bardzo zimno, że jak tylko wsiadlam do samochodu musiałam wyłączyć klime, a włączyć solidne ogrzewanie.
Znowu czekała mnie długa podróż.. a przecież to nie koniec. Przecież jutro, to znaczy już dzisiaj jedziemy do Toronto na kolejne mecze.
Pod ośrodek zajechałam równo o 5. Poszłam od razu do trenera. Ten z kolei jeszcze spał. Ładnie to tak?!
Postanowiłam, że nie będę go "jeszcze" budzić, niech sobie biedaczyna pośpi. Potem zajrzałam do reszty chołoty zwanej siatkarzami. Wszyscy już zbierali się na śniadanie.
Wyszłam do pokoju Michałowego. Pierwszy zauważył mnie Zbych.
-Kornelka, złotko, weź tego pacana z tej łazienki wyciągnij. Od pół godziny tam siedzi..- Westchnęłam tylko po czym zapukałam do drzwi.
-Debilu, jeszcze chwilę!
-Mnie nazywasz debilem? W takim razie siedzisz sam w autobusie. -Od razu otworzył drzwi, złapał mnie podniosl do góry i pocałował.
-Kochane dzieci, poczekajcie z tymi amorami do czasu aż ja wejdę do tej łazienki. - powiedział Zibi.
Michał bez zastanowienia zaczął mnie całować. Odepchnęłam go, a on spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Coś nie tak?
-Głodna jestem. - tym razem to on westchnął, puścił mnie na ziemie po czym udaliśmy się do stołówki.
-Widział ktoś sztab szkoleniowy? - spytała nasza kochana Kura.
-No coś tam widziałam.. - wszyscy popatrzyli na mnie z wyczekiwaniem. - No więc nasi trenerzy jeszcze łóżko grzeją.
-What!?! - Krzyknął Ruciak. Tak proszę państwa, Michał mówi po angielsku, no może nie tak dobrze.jak ja, ale można mu to wybaczyć.
-Ja po nich pójdę! - krzyknął Igła, wiedziałam, że coś knuje. I nie myliłam się. Krzysiek wziął ze sobą Łukasza, wszyscy ruszyli za nimi. Po drodze wstapili jeszcze po kamerę, potem udaliśmy się do naszych śpiących królewn. Na trzy, cztery wbieglismy wszyscy do pokoju robiąc przy tym mase szumu i zgiełku. Trenerzy spojrzeli to na siebie, to na nas, po czym chwycili za zegarki. Była już 5.35 mieli jakieś 15 minut. Blein coś zaczął mówić po francusku, domyślam się, że to były jakieś brzydkie słówka.
Po tym jakże wspaniałym przedsięwzięciu udaliśmy się do naszych pokoi po walizki.
Punkt 5.50 podjechał po nas autobus, z wielkim napisem POLSKA. My już sobie spokojnie siedzieliśmy na samym końcu, brakowało tylko sztabu szkoleniowego.
____________________________________
Witam Was Miski. Nie będę się dużo rozpisywać, bo nie mam siły. Wiem, że jakiś taki do niczego ten rozdział.
Kolejny dodam zapewne po świętach, tak może w poniedziałek dopiero. :) .
A juuutro wielki dzień. Kolejne starcie Resovi. Mam nadzieję, że moja kochana Sovia pokaże ZAKSIE.
Komentujcie, to bardzo motywuje. :)
sobota, 12 kwietnia 2014
Rozdział VIII
Długo tak trwaliśmy w naszym uścisku, tak bardzo mi tego brakowalo.. w oddali słychać było dziwne dźwięki typu "uuuuuu" .
-A więc to jest TA twoja zdobycz Dzikuu ! Myślałem, że będzie to jakas ładna blondynka, a tu dupa..ehh. - westchnął Kosa.
-Dzięki.. - czy ja naprawdę jestem taka brzydka?
-To znaczy, nie to, że ty jesteś brzydka, co to, to nie.. - tłumaczył się Kosa, kiedy tylko napotkał mrożące spojrzenie Dzika. - jesteś piękna, taka, hmm.. o! Seksowna, tak właśnie! Ups, czy ja to powiedziałem? - Spojrzał na Michała pytająco. Ale zaraz zniknął za stołem, daleko od nas.
O Matko.. co za człowiek. Ale co tam. Chociaż śmiesznie było.
Usiedliśmy do stolu, chłopaki zjedli jakąs zupę, a ja spokojnie wcinałam schabowego, zobaczylibyście ich miny.
-Kornelka, ty to robisz specjalnie!
-Wcale, że nie ja! Tylko to malenstwo Kubiakowe.
-Chwila, chwila.. Kubiakowe? Michal, ty pacanie! To twoja sprawka, a więc to ty robisz nam na złość! - skwitował go nieomylny Igła.
Ci ludzie są niesamowici. Taki Kurek założył się ze Zbyszkiem o to, kto pierwszy wypije na jednym wdechu pół litra coca-coli. Ten kto przegra, będzie musiał nad ranem o 3 zaspiewac pod drzwiami trenera hit lata "Ona tańczy dla mnie" .
Wiecie kto wygrał? Nasza Kura! Otóż to. Zbychiał nie mógł uwierzyć. Zrobił minę typu "What the fuck?" , bo przecież jak to można w niecałą minutę wypić pół litra napoju.
Po obiedzie chłopaki poszli się szykować na kolejny, ostatni już dzisiaj trening. Ja postanowiłam wtedy, że pójdę przywitać się z trenerami. Antiga wraz z Bleinem wiedzieli, że się pojawie.
-Dzień dobry!
-O! Kornelia, słuchaj. Mamy do ciebie prośbę.
-Tak słucham?
-Możesz starać się kontrolować chłopaków? Żeby chodzili spać o normalnej porze, jedli zdrowo, ciepło się ubierali, bo coś ostatnio chlodno, a brakuje nam tylko tego, żeby to któryś zachorował..
-postaram się..- ledwo powstrzymałam się od śmiechu. Ja mam pilnować dwunastu 2-metrowych facetow? To jakieś kpiny. Ledwie Miśka powstrzymuje..
W końcu na hale zaczęli schodzić się siatkarze.
- Nie mogłas mi powiedzieć, gdzie idziesz? martwiłem się..
-Przecież Ci mowiłam.. fajnie, że mnie nie słuchasz. - odwróciłam sie od niego strzelając tak zwanego focha.
-Ej Skarbie. Przepraszam. Może faktycznie się zdarzyło..
-Milcz!
-Przepraszam..
-O ja! Pierwsza poważna kłótnia państwa Kubiaków! - krzyknął Igła, oczywiscie wszystko nagrywając swoją super kamerą..
-Igła! Tylko to zamieścisz w sieci...
-Pomyśle.
-No weź.. Proszę..- spojrzałam na niego jak kot ze Shreka. Kiedy jednak zobaczyłam, że to nie działa, wstałam, westchnęłam i pocalowalam go w policzek.
-No dobra!
-Igła.. - widziałam jak Dziku chciał coś powiedzieć, ale uniemożliwiłam mu to pocalunkiem.
-Koniec tego dobrego! Chłopaki, zapraszam na trening! - krzyknął Antiga.
Trening trwał ponad dwie i pół godziny. Fajnie było patrzeć na nich, na to jak się starają. Na koniec zagrali sobie meczyk. W pierwszym składzie grali: Dzik, Paput, Zbychiał, Perła, El Capitan, Ziomek, i Igła.
Po drugiej stronie siatki stanęli: Winiar, Kurek, Kosa, Cichy, Bociek, Guma i Wojtaszek.
Ja zostałam proszona o sędziowanie. Bez wachania zasiadłam na miejscu sedziego, dostałam nawet gwizdek od Bleina. Wszystko było by ok, gdyby nie to, że Igła w kółko narzekał i kwestionował moje decyzję, przez co dostał raz żółtą kartkę, a potem czerwoną. Zrezygnowany odpuścił.
Mecz wygrała drużyna mojego Michała, wcale mnie to nie dziwilo. Nie żeby coś, ale Guma + Pit to nie zbyt dobre połączenie. Po meczu poszliśmy na kolację. Ja zajęłam miejsce standardowe obok Kubiaka i Pita. Wiecie jak to dziwnie wyglądało? Ja po środku tych wszystkich wielkoludów, aż Stefan postanowił uwiecznić tę chwilę.
Po kolacji udałam się do pokoju, byłam mega zmęczona. Postanowiłam, że pójdę się wykąpać, a potem zadzwonie do Michała, żeby do mnie przyszedł. Po 20 minutach wyszłam z wanny, przyznam, że już nie mogłam się doczekać, aż w końcu przyjdzie Michał.. dziwne, prawda? Jeszcze miesiąc temu nie dawałam nam szans, a teraz proszę, co się wyrabia. Wyszłam z łazienki, a ku mojemu zdziwieniu na łóżku leżał już przyjmujący.
-Czytasz mi w myślach? - spytałam kładąc się obok niego.
-Tak bardzo tęskniłem. Że też nie możesz z nami jechać..
-A kto powiedział, że nie mogę? - uśmiechnęłam się w jego stronę.
-Jezu, skarbie. Nawet nie wiesz jak się ciesze! - Krzyknął po czym zatopił się w moich wargach. Chciałam przeżyć z nim te noc. Tak bardzo pragnęłam go, pokusa była zbyt silna. W mgnieniu oka zdjęłam z niego koszulkę, po czym zaczęłam dotykać jego torsu. On również nie próżnował, zaczął rozpinac moja koszulke nocną.. wtedy nieoczekiwanie zjawił się.. Cichy! W sumie nie taki cichy, bo szumu to on narobił..
-O tu jesteście gołąbeczki.
-Piterr! - warknęłam na niego. - Czy ty nie umiesz pukac!?
-Boże.. ja tu przyszedłem was zaprosić na seans filmowy u Bartka, a nie na jakieś pukanie. Jezu Drogi. Co te dzieci jeszcze wymyśla? - To ostatnie zdanie powiedział tak jakby tylko do siebie.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Chłopaki ogarnęli że dawno ogladali jakiś horror.. no zawaliście. Postawili na "Droga bez powrotu", żenada. Bo co jest tajnego w jakiś debilach co zabijają w brutalny sposób przyjezdnych? Oczywiście nie obyło się bez pisków z mojej strony. A wiecie co wtedy robił mój Michał? Śmiał się w najlepsze ze mnie, super. Ale mam kochanego chłopaka. Oj grabi sobie, oj grabi.
Po 23 poszłam do łóżka.. oczywiście Michał był ze mną, na wypadek gdyby miał mi się jakiś koszmar przyśnić.
Przed 3 obudził mnie Kubiakowy budzik, na Boga, po co on budzik na 2.45 nastawił budzik?
-Zapomniałaś?
-O czym?
-Zaraz tu, to znaczy, tam na końcu korytarza Zbychu zacznie swój koncert!
-Faktycznie. Chodzmy!
Chwilę czekaliśmy zanim nasza gwiazda łaskawie ruszy swój tyłek.
-JA UWIELBIAM JĄ, ONA TU JEST. I TANCZY DLA MNIE BO, DOBRZE TO WIE, ŻE PORWE JĄ I W SERCU SCHOWAM NA DNIE, BOOOO! - I tak sobie śpiewał nasz miszcz.
-Bartmaaaan! - z drzwi wyszedł mega wsciekly Stefan.
-Trenerze, nie pytaj..
-Nie będę, jutro za kare robisz 20 dodatkowych kółek. Miłej nocy. - uśmiechnął się egoistycznie po czym znowu wszedł do pokoju. W końcu, bo my już nie wytrzymywalismy.
Następnego dnia wstalam późno, bo po 10.. chłopaki byli już na hali, więc ja mogłam jeszcze chwilę poleniuchowac. Pomyślałam, że jeszcze spokojnie mogę sobie pozwolić na jakieś pół godzinki snu.
Nagle uslyszalam jak dzwoni mi telefon. Nie patrzyłam nawet na wyświetlacz tylko odebrałam.
-Halo?
____________________________________
Aj! Co za weekend. SOVIA! Moja kochana, zmierza po wieelki finał. Tak bardzo happy. :) a jutro trzymamy kciuki za Jastrzębian! :D
` Bo w Jastrzębiu i Rzeszowie jest wiara, która łączy kibiców obu miast! :] .
W imię zasad. Komeeentujcie:)
czwartek, 10 kwietnia 2014
Rozdział VII
Szybko wyswobodziłam się z ramion Patryka, kiedy tylko zdałam sobie sprawę z tego, co mogło się stać robilo mi się nie dobrze. Jak ja mogłam wogóle do tego dopuścić?
-Co ty sobie kurwa wyobrażasz?
-Korni.. ja.. kocham cię.
-Wyjdź!-Krzyknęłam. To było okropne. Z jednej strony tak bardzo pragnęłam go, a z drugiej strony nie mogę tego zrobić Michalowi.. zresztą. Co ja mówię. Już to zrobiłam.. idiots, I know.
Poszłam do łazienki wziąć prysznic. Chciałam zmyć z siebie zapach Jastrzębskiego srodkowego. Po dość długiej kąpieli poszłam spać. Długo nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam o tym, co do kogo czuje. Michał jest co prawda moja jedyną miłością, ale Patryk ma w sobie coś, czego nie ma nawet Kubiak. Patryk jest zadziorny, a Kubiak delikatny. Mimo wszystko nie zostawię go. Kocham go najmocniej na świecie. Patryk to taka przygoda, nic nie znaczącą. Z reszta.. do niczego nie doszło. My się przecież tylko calowalismy.
Następnego dnia musiałam pojechać do ginekologa.. co za fart. Pani doktor zrobiła mi rutynowe badania. Typu bicie serca, jak rozwija się plód.. Tak jak myślałam, wszystkie wyniki były pozytywne. Jak by inaczej. W końcu to Kubiakowa krew.
Dzisiaj chłopaki mieli pojawić się w Spale, po to, żeby pojutrze wyjechać do Bułgarii na kolejny mecz. Postanowiłam, że odwiedze Michała, a co najlepsze poznam tych 12 wielkoludow. To miała być niespodzianka, dlatego nic nie powiedziałam Kubiakowi. Zaczęłam się pakować. Oczywiście pakowałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Po jakiś 2 godzinach byłam gotowa. Zadzwoniłam do Michała.
-Cześć skarbie! - tak bardzo kochałam jego głos.
-No hej. Co ty się nic nie odzywasz?
-Dopiero co trening skończyłem.. Andrea dał nam dzisiaj niezły wycisk. - usłyszałam jak się uśmiecha. - Tak bardzo tęsknię.
-Ja też skarbie. Ale damy radę. To tylko tydzień. - No tak. Ma się ten talent. Za Chiny Ludowe by się nie szczaił, że kłamie.
-Aż tydzień! Dobra sluvhaj, ja muszę kończyć, bo zaraz kolacja.. Kocham Was. Pa .
-My ciebie też.
Poszłam sama sobie zrobić coś do jedzenia, postawiłam na grzanki. Z posiłkiem udałam się do salonu, gdzie włączyłam telewizor. Oglądając telewizja natnelam się na ostatni mecz Reprezentacji Polski. Tak bardzo kocham to, tak bardzo sprawia mi to przyjemność. Tak bardzo chce w końcu na mecz.
Wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie spodziewałam się, że on po tym wszystkim się jeszcze tu pojawi..
-Po co przyszedłes?
-Chciałem porozmawiać.
-O czym? O tym, że o maly włos się nie przespalismy?! Patryk, Kurwa, ja jestem z Michałem i nikt nam tego nie zepsuje, a już szczególnie ty! Żegnam.
Zamknęlam mu drzwi przed nosem. Szczerze? Czułam złość. Jak on wogóle śmiał tu przyjść. Przecież dałam mu wczoraj wyraźnie do zrozumienia, że między nami nic nie będzie.
Poszłam dalej oglądać.. położyłam się na kanapie i tak sobie lezalam, dopóki to sen nie przejął na de mną kontroli.
Obudziłam się dość wcześnie bo po 6. Poszłam się szybko wykąpać, ojj będzie mi tego brakować, tego spokoju. Coś tak czuje. Potem ubrałam się i zjadlam śniadanie. Było po siódmej kiedy to wyjechałam. Nie mogłam doczekac się miny Michała. Po parogodzinnej męczarni za kółkiem dojechałam pod ośrodek. Poszłam do recepcji, miałam już wcześniej zaklepany pokój. Chwilę zeszło zanim w końcu dostałam klucze, ale cóż.. dowiedziałam się, że chłopaki właśnie kończą zajęcia na siłowni i lada chwila powinni się tu pojawić. Tak jak przypuszczalam.. poszłam szybko do pokoju. Był piękny. Po prawej stronie stało ogromne dwuosobowe łóżko, obok stała szawka, na przeciwko łóżka stała komoda a na niej nie wielki telewizor. Nie obyło się bez łazienki. Mała przestronna kabina prysznicowa, kibelek i umywalka.
Położyłam się na łóżku w ciszy słuchając jak jakichś dwóch pacanów kłóci się za ścianą. Po długich namysłach strzelam, że mógł to być Igła, ale z kim.. tego nie wiem. Zbliżała się 13. O tej porze siatkarze mieli byc na obiedzie. Postanowiłam, że tam się zdradzę. Poszłam więc do stołówki, usiadłam przy stoliku zarezerwowanym przez siatkarzy i z zaciekawieniem czekałam. W końcu, usłyszałam pierwszych głodomorów.
-Ej ty, Zati. Patrz. Jakas laska do naszego stołu podsiadła sie. - Był to nie kto inny jak Zibi. - Daj mi dziesięć minut, a będzie moja! - powiedział pewny siebie atakujący.
-Cześć, jak ci na imię?
-Kornelia. - cały czas rozglądałam się po sali, ale po Kubiaku ani śladu. Bartman przez caaly czas coś pierdolił, słodził lub komplementował. Powoli zlatywala się reszta kadry. Kiedy już myślałam, że nic z tego nie wyjdzie usłyszałam ten głos.. najpiękniejszy
-Kornelia! -od razu rzuciłam mu się w ramiona. - Nawet nie wiesz jak się cieszę..
____________________________________
Na rozkaz postaram się nie zepsuć relacji Kornelii z Michałem. :))
Pozdrawiam z ciepłego łóżeczka. :*
Komentujcie,no! :)
wtorek, 8 kwietnia 2014
Rozdział VI
Dzisiaj była niedziela.. jak zawsze wstałam, odbyłam poranną toaletę i poszłam do kościoła. Dzisiaj był szczególny dzień. Reprezentacja Polski grała mecz z Brazylia. Dlatego postanowiłam się o to modlić. Co godzine patrzyłam na zegarek z nadzieja, że zbliża się upragniona chwila. Ubolewałam nad tym, że nie mogę pojechać, ale cóż, do ginekologa też ktoś musi pójść.
Godzinę przed meczem zadzwonił Michał.
-Cześć skarbie. Gotowa?
-Już się nie mogę doczekać! A wy?
-No właśnie.. u nas znajdzie się paru co się boją.. - no nie wierzę.
-Dawaj ich do telefonu. -Jak powiedziałam, tak zrobił. Oczywiście najpierw mnie przedstawiając. Głupio trochę.. ale cóż, nie było za bardzo czasu na poznawanie chłopaków.
-Co jest? Brazylii się boicie? Co to ma być? Tysiące ludzi na was liczy, ja na was liczę, skopcie im tyłki, no! Tylko bez zbędnych ceregieli. Kto wygra mecz?!
-POLSKA!!! - krzyknęli razem, a mi poleciały łzy radości, bo przecież nie każdy ma możliwość wygłaszania mowy do siatkarzy..
Rozłączyłam się i z zaciekawieniem oglądałam mecz, oczywiście nie odbyło się bez zbędnych wrzasków.. zawsze tak jest. Kigdy gra moja ulubiona.. może nie. Kiedy gra moja kochana druzyna zawsze krzycze, zawsze dopinguje, staram się przeżyć to co czują siatkarze. I to właśnie jest piękne. Często sama mam takie przeczucie, jakbym była na hali, nie w domu. Mecz był zacięty, w pierwszym secie grali na przewagi. Niestety ten set nie poszedł po naszej myśli i przegraliśmy 35:33. W drugim secie szło nam już lepiej. Wygraliśmy 25:23. Trzeci i czwarty set skończył się tym samym wynikiem, mianowicie 25:16 dla nas. Byłam przeszczęśliwa. Wszystko było by ok, gdyby nie to, że poczułam straszny ból w brzuchu. Nie wiedziałam co się dzieje. Przecież to dopiero pierwszy miesiąc.. Ból był nie do opisania.. nie wiedziałam co robić.. Michał w Gdańsku, rodzice w Wałczu, Gabrysia w Zielonej Górze.. a w Jastrzębiu nie mam przyjaciół.. chyba, że.. wiem! Przecież Czarnowski powinien być jeszcze w Jastrzębiu.
-Cześć Kornii. Co tam?
-Patryk.. nie wiem.. proszę, pomóż..
-Będę za 10 minut.
Położyłam sie na kanapie, brzuch bolał coraz bardziej.. Boże, a jeżeli.. jeżeli ja poronie?
Patryk:
Dziwne, dziwne.. Kornela się odezwała.. ciekawe co się stało. Może jest jeszcze nadzieja dla nas? Dla mnie i dla Kornelii.. Kto wie.
Po 10 minutach wszedłem do jej domu. A ona leżała, tak bezwładnie. Jęczała, że coś ją boli.. że już nie wytrzyma i żebyśmy jechali do szpitala. Bez wachania wziąłem ciężarną na ręce. Położyłem ją na tylnich siedzeniach, po czym z piskiem opon odjechałem spod bloku. 15 minut póżniej zajechałem na parking szpitalny.. po czym zaniosłem Kornele do środka.
Minęło trochę czasu zanim jakiś łaskawy doktor się nią zajął.. Bałem się o nią.. tak bardzo chciałbym wiedzieć co się dzieje.. dr. Sarniecki postanowił zrobić jej podstawowe badania. Ja musiałem siedzieć na ławce na korytarzu.. Po pół godzinie wyszedł doktor.
-Co znią?
-Pan jest jej mężem, tak? - Kiwnąłem tylko głową na tak - No więc nie wiem co pana żonie się stało, na razie przeprowadzilismy wstępne badania. Ale proszę być dobrej myśli..
-Mogę do niej wejść?
-Jasne.
Kiedy wszedłem, nie mogłem się powstrzymać.. cały czas miałem nadzieję, chciałem odbić dziewczynę własnemu kumplowi.. Kubiak za pewne by mnie zabił, ale co tam..
-Dziękuję. - Uśmiechnęła się..
-Zawsze możesz na mnie liczyć. Pamiętaj.
-Oczywiście. Mam prośbę.. Możesz nic nie mówić Michałowi.. Nie chce żeby się martwił, teraz kiedy jest w reprezentacji.. rozumiesz?
-Jasne.. kiedy cię wypuszczają?
-Jak tylko dostaną wyniki, czyli tak za 20 minut?
Przeczekałem z nią te jedną trzecią godziny, było bardzo miło. Wiele się o niej dowiedziałem. Wyniki były pozytywne, to ze zmęczenia i ze stresu się tu znalazła.
Tak jak przypuszczałem, od razu chciała wrócić do domu. Wtedy zadzwonił jej telefon.
-Cześć Misiu... tak, wszystko w porządku. Jestem z was dumna..... czemu nie odbierałam? Boo.. po meczu poszłam spać.... dobra, to widzimy się za tydzień. Kocham cię, pa.
Po 10 minutach byliśmy w domu. Tak jak myślałem, zaprosiła mnie do siebie. Kiedy pażyła herbatę ja postanowiłem zaryzykować i podszedłem do niej. Odwróciłem ją w swoją stronę po czym lekko musnołem jej wargi. Zaraz się odchyliłem, aby zobaczyć czy przypadkiem zaraz mi się nie dostanie, po czym jeszcze raz ją pocałowałem, tym razem głębiej i namiętniej.. nie stawiała oporu , co było dla mnie wielkim zaskoczeniem.. wziąłem ja na ręce i zaniosłem do pokoju, ułożyłem ja delikatnie na łóżku..
____________________________________
Hmm.. mam do was pytanie.. czy chcecie żeby Patryk troszeczkę namieszał? :)
Widzieliście szeroki skład Reprezentacji? Zaskoczeni/zadowoleni ?
P.S. komentujcie. :))
niedziela, 6 kwietnia 2014
Rozdział V
-Naprawdę tego chcesz?
-Najbardziej na świecie.
-Ale nie obiecuj sobie za dużo.
Nie wiem co o tym myśleć.. wiem że zraniłam Michała, wiem że on ma nadzieję, że mnie kocha. Ale ja tak cholernie boję się tego uczucia, w końcu już raz byłam zraniona. A on jest siatkarzem. Jednym z lepszych. Ma tysiące fanek, dużo wyjeżdża, wtedy dużo się może wydarzyc.
Dwa tygodnie póżniej.
Michał:
Kornela dziwnie się ostatnio zachowuje. Nie wiem co się dzieje, chodzi przygnębiona, często się denerwuje, ale oczywiście mi nic nie chce powiedzieć. Wczoraj wyjechała do swojej siostry - Gabrysi. Powiedziała, że musi sobie wszystko przemyslec.
W tym czasie Jastrzębski wygrał PlusLige, a ja mam dwa tygodnie przerwy. Potem jadę na zgrupowanie, choć szczerze mówiąc odpuścił bym sobie ze wzgledu na Kornele.
Kornelia:
Stalo się to czego bałam się najbardziej. Jestem w ciąży. Tego już za dużo. Nie wiem co mam robić. Bardzo chciałam mieć dziecko, ale nie teraz. Nie teraz kiedy sama nie wiem na czym stoję. Postanowiłam, że pojadę do mojej starszej siostry. Muszę sobie wszystko przemyśleć. Michał cały czas dzwoni i pisze sms, ale ja i tak nie odbieram, bo co mu powiem? Cześć, słuchaj jestem z toba w ciąży? No pozdro.
Po całym dniu jazdy pojechałam do Zielonej Góry. Tu mieszka Gabrysia.
-Kto tu do mnie zawitał? - No myślałam, że jej strzele. Co ona rodzonej siostry nie poznaje?
-No pomysl.. - lekko się uśmiechnęłam.
Kiedy już mnie wyściskała za wszystkie czasy, postanowiłam jej powiedzieć co tak naprawdę siedzi mi na sercu.
-Co byś zrobiła gdybyś była w ciąży? - spytałam.
-o jaa! Mała, czemu ty się nic nie chwalisz? Szymek pewnie cały czas koło ciebie lata. - no tak. Przecież ona o niczym nie wie.
-Szymek o niczym nie wie.
-Ale jak to?
-Bo to nie jest jego dziecko.. i uprzedzam twoje kolejne pytanie. Nie zdradziłam go. Rozstałam się z nim miesiąc temu.
-Ohoho. Zaczyna się robić ciekawie.. czekaj! Pójdę po popkorn. - no tak. Gabryska baaardzo lubi żartować.
-Przespałam się z Michałem Kubiakiem..
-No a on znając cię o niczym nie wie?
-No jak widać.
-To na co ty czekasz?
-Bo ja z nim ne jestem. To długa historia. On mnie kocha, ja chyba też, ale boję się. Rozumiesz? Boję się że on mnie zrani, że zostanę sama.
-Ja tam bym na twoim miejscu zaryzykowała.. z takim ciachem- czy ona zawsze musi żartować? - a teraz tak całkiem poważnie. Mała, jeżeli on cię kocha, a wszystko na to wskazuje, to ja nie wiem czemu ty masz obawy. Fakt jest siatkarzem, ma setki fanek, ale kurde to nie jest powód do tego, aby z niego zrezygnować! Ocknij się i zrób coś, on na bank teraz czeka na ciebie.
-Wyganiasz mnie?
-Coś w tym stylu, ale w dobrej mierze.
Mimo tego postanowiłam, że zostanę jeszcze trochę u niej. Wiem, że ona ma rację, ale co z tego? Michał już nie dzwoni, pewnie ma mnie gdzieś..
Po tygodniu sama postanowiłam wrócić. Michał musi się dowiedzieć o swoim dziecku.
Po paru godzinach byłam już pod blokiem. Z wielkim trudem wniosłam moja walizkę. Była po brzegi zapchana ciuchami i co najgorsze JEDZENIEM, bo przecież mizernie wygladam.. ach te starsze siostry. Kiedy weszłam do domu Michała nie było.. tak jak przypuszczałam. Poszłam do pokoju i się rozpakowalam, byłam tak zmęczona, że nawet nie zauważyłam kiedy zasnełam.
Obudził mnie Michał. Chyba nawet nie zauważył, że jestem.
Michał:
Po ciężkim dniu wróciłem do domu.
Miałem dość. Tak cholernie brakowało mi Kornelii, już tydzień jej nie widziałem, wręcz wariowalem. Postanowilem, że pójdę do sypialni położyć się już spać. Wiem, wiem.. kto normalny chodzi po 20 spać. Otóż tak drogie dzieci. Ja Michał Kubiak dla zabicia czasu idę spać.
Kiedy się polozyłem, poczułem woń damskich perfum dobrze mi znanych. Odwróciłem się, a koło mnie leżała ona.. ledwo powstrzymałem się od pocalowania jej.
-Wrocilas.. nawet nie wiesz jak bardzo mi cię brakowało.
-Michał, musimy porozmawiać. - wstała i poszła do salonu, a ja ruszyłem za nią. Najpierw jednak zajrzała do kuchni gdzie nalała sobie szklankę soku.
-Korni, ja.. ja już tak dłużej nie mogę. Wystarczająco chyba dałem ci do zrozumienia, że możesz na mnie liczyć.. tak bardzo teskniłem.. nie rób tego więcej.
-Jestem w ciąży..- ledwo było ja słychać. Wtedy po raz kolejny spojrzałem w jej piwne oczy, wstałem i objołem ja ak mocno jak tylko potrafiłem.
-To cudownie! Na świat przyjdzie mały Kubiaczek. Kto wie.. może będzie tak samo przystoiny jak ja..
-W to nie wątpię. Michał. Mam nadzieję, że nie jesteś zły, że ci wcześniej nie powiedziałam, ale bałam się. Tak cholernie się bałam, że mnie zostawisz..
-Nie masz prawa tak myśleć. Jesteś najważniejszą osoba w moim życiu. Chce być z tobą na zawsze. Na wieki. Rozumiesz?! - chwycilem ja za dłoń i przyciagnolem do swojego serca.- Ono bije tylko dla ciebie. - Po czym złożyłem na jej ustach niepewny pocałunek. Chyba w końcu zacznie się układać.
____________________________________
Jest kolejny :) w końcu udało mi się coś wykrzesać.
Czytasz=komentuj. To bardzo motywuje :)
sobota, 5 kwietnia 2014
Rozdział IV
Obudziłam się i ku mojemu zdziwieniu to przyjmujący przytulał się do mnie. Bardzo slodko to wyglądało. Po jakichś 10 minutach zadzwonił dzwonek do drzwi. Michał od razu się zerwal i rzucił mi blagalne spojrzenie. Zrozumialam, że chodzi mu o to, żebym to ja poszła i otworzyła te głupie drzwi. No super.. ja musiałam się ubrać, a on jeszcze sobie drzemał. Co za dżentelmen.. czujecie sarkazm? Mniejsza o to. Poszłam, otworzyłam, a tam z 5 wielkich facetów.
-Stary, jesteś pewny, że tu Kubiak mieszka? - spytał jeden z nich.
-Czy ja wiem, ostatnio jeszcze dałbym sobie głowę uciąć, że go tu widziałem. - no tak, bo nikt nie widzi mnie. No cóż? Może ja po prostu zamknę im drzwi przed nosami? Nie, to zbyt proste..
-Ej, a może spytałmy tej dziewczyny? - spytał kolejny.
-No cześć. - po wielu minutach doczekałam się! - Mam na imię Michał, tych czterech debili z tylu to po kolei : Patryk, Krzysiek, Mateusz i Rob. - O Boże, bo faktycznie bym ich nie poznała.. Po chwili z pokoju wyszedł Michał. Przeciągnął się i spojrzał zdezorientowany na chłopaków.
-Zapraszam!- weszli do domu i rozgościli sie jak na siatkarzy przystoi.
~*~
Widzisz ją po raz pierwszy. Spodobała ci się. Chcesz ją bliżej poznać, ale sdajesz sobie sprawę, że może być ciężko. Mówisz: Patryk ogarnij się! To dziewczyna Michała, nie masz prawa jej tykac. Tymczasem uświadamiasz sobie, że to nie takie proste, ze tak cholernie ci zle. Czujesz złość do samego siebie, że to nie ty spedzasz dnie przy niej...
~*~
Patrzyłam jak chłopaki sami się rozgoscili, jeden z nich, bodajże Mateusz Malinowski otworzył sobie lodówkę.. ach! Nie ma to jak siatkarze. Patrzyłam na nich jak na stado głupich małp w zoo. Bo jak to inaczej nazwać? Rob siedzi przed telewizorem i je podane przez Mateusza czipsy, Mateusz i Michał Łasko kłócą się o to, jaką pizze zamówić, Kubiak poszedł się przebrać, a Patryk? Patryk siedział jedynie spokojnie i tak dziwnie sir na mnie gapil. Patryk i Michał w końcu nie wytrzymali i usiedli koło mnie.
-No weź mu coś powiedz! Ten cwel chce meksykańską! No, a ja ostrych sosow nie lubię..
-Tak, oczywiście. A jak ty chcesz.. czekaj, jak ona? O! Róbta co chceta, to wszystko ok? - w tym momencie nie wytrzymałam i padłam.
-A może ja wam kanapki zrobię? Oszczędzicie sobie trodow.
-Dzięki! - teraz to się wkopałam.. najlepsze jest to, że za kija pana nie wiem z czego mam im te kanapki zrobić, bo lodowka Michała świeciła pustkami.
-Może pomoc?
-Jasne, będzie mi miło..
-Patryk jestem.
-Kornela. Miło mi.
Po 15 minutach wykrzesywania ostatnich plasterków szynki, sera, pomidora i ogórka, kanapki dotarły na stół.
-Pyyyyszne! Jesteś najlepsza!
-Smacznego. Dzięki Patryk! - uśmiechęłam się i pocałowałam go w policzek. Wtedy myślałam, że nie wytrzymam, gdyż mina Michała była bezcenna. Zacisnął mocno pięści.
-Skarbie.. czemu mnie nie zawołałaś? Przecież wiesz, że zawsze mozesz na mnie liczyć.
-Dobra, dobra. Już widzę twoja pomoc. - uśmiechnęłam się tylko.
-Mniejsza o to, musimy taktyke omówić przed jutrzejszym meczem! No wiesz.. Częstochowa sama się nie pokona. - powidzial, a raczej stwierdził Michał Łasko.
-To ja wam może, nie będę przeszkadzać? - nikt nic nie odpowiedział, ponieważ byli tak zajęci..
Po 3 godzinach wszyscy wyszli. Został się tylko Michał.
-Musimy porozmawiać.
-To slucham- spojrzał na mnie.
-To co się wczoraj stało.. nie powinno mieć miejsca.
-O czym ty mówisz?
-O naszej nocy baranie.
-Nie rozumiem. Przecież sama tego chciałaś. - wtedy wstał i zaczął nerwowo chodzić. - podoba ci się?
-Kto?!- O co mu znowu chodzi?
-Patryk, widziałem jak na niego patrzysz.
-Nie bądź śmieszny! Patryk pomógł mi robić wam te glupie kanapki.
-To ja już nic nie rozumiem.
-Michał, ja naprawdę chciałabym spróbować, ale to dla mnie za szybko. Ja nie potrafię tak. Dopiero co się rozstałam z Szymkiem. Nie oczekuje, że od razu wpadne ci w ramiona. Potrzeba czasu. Ja nie wiem, czy dam radę znowu komuś zaufać. - widziałam, że go zraniłam, ale co miałam zrobić? - Jutro obiecuje, że mnie już tu nie będzie.
-Co?! O nie, nie, nie! Korni, jeżeli chociaż nie chcesz ze mną być, to zostań moja przyjaciółka. Na razie oczywiście. Ale nie wyprowadzaj się. Proszę..
____________________________________
Miałam dodać wczoraj, ale cóż. Czasu za bardzo nie miałam.. a ten rozdział, to tak na szybko..
Dzisiaj kolejny mecz półfinałowy! Jak myślicie? Kto dzisiAj pokaże pazurki? Miejmy nadzieję, że wygra najlepszy i że będzie to SOVIA !
Tradycyjnie proszę was o komentarze :))
środa, 2 kwietnia 2014
Rozdział III
Obudziłam się nad ranem i postanowiłam, że dzisiaj wrócę do Jastrzębia. Musiałam w końcu wrócić na praktyki i obronić magistra, a co najgorsze spotkać się z Szymkiem. Tak bardzo mi go brakowało, jego czułych słów, wygłupów, imprez do rana.. ale niestety, muszę być twarda i nie mogę mu tego wybaczyć.
Zaczęłam się pakować, potem zeszłam na sniadanie. Tata już siedzial i pił kawę.
-Jedziesz jednak.
-Tak, za pół godziny mam autobus.
-Korni, pamiętaj, że zawsze możesz na nas liczyć.
Po tych słowach wyszłam, ubralam się, wzięłam torbę i wyszłam. Przed wyjazdem chciałam się jeszcze przejść. Nie myślałam o Szymku, tylko o Kubiaku. Zaskoczył mnie, ale ja nie wiem czy jestem gotowa.
Z przemyslen wyrwała mnie koleżanka.
-Kornelka! Co ty tu robisz? Kiedy wróciłaś? - pytała.
-Cześć. No właśnie idę na autobus..
-A gdzie Szymek?
-Szymka już nie ma.- powiedziałam , a potem poczułam jak ktoś obejmuje mnie w talii.
-Teraz ja jestem.- Powiedział przyjmujący. - Chodz kochanie, jedziemy.-dodał. Nie protestowałam, wsiadlam z nim to auta i ruszyliśmy.
-Co to miało być?!
Nic nie odpowiedział tylko się uśmiechnął.
-No i z czego się śmiejesz? Teraz cały Wałcz będzie wiedział o tym, że Wójcikówna ma nowego chlopaka. I po co ci to?
Dalej nic się nie odezwał.
Michał:
Kiedy wróciłem wczoraj z kolacji wiedziałem już, że muszę walczyć o Kornele. Dlatego postanowiłem, że następnego dnia pojadę do niej. Zrobiłem tak, ale jej już nie było. Jej ojciec powiedział mi, że właśnie wyszła na autobus do Jastrzębia i że jak się jeszcze pospiesze to ją znajdę. Znalazłem ją w parku w towarzystwie jakiejś dziewczyny. Podszedłem bliżej i trochę się przysłuchałem tej rozmowie. Ta blondynka cały czas zadawała pytania. Postanowiłem, że zainterweniuje i sam zabiore ja do domu.
- Co to miało być?! - spytała, postanowiłem, że nic nie będę mówić.
- No i z czego się śmiejesz? Teraz cały Wałcz będzie wiedział o tym, że Wójcikówna ma nowego chlopaka. I po co ci to?
Przyznam, że było to bardzo słodkie. Widok Kornelii, która za wszelką cenę próbuje cię skrytykować i uciec od miłości.
-Odezwji się, no! - Nie wytrzymała.
-Kocham cię i nie mam zamiaru z ciebie rezygnować.
-Ale..- próbowała znaleźć jakiś argument.
-Kurcze, kobieto. Czy ty nie widzisz jak ja się staram? Jestem w stanie zrobić dla ciebie wszystko, byle byś była szczęśliwa.
-Nie oczekuje tego od ciebie.
Kornela:
Nie wiem co mam robić. Bardzo bym chciała spróbować, ale co jeżeli on mnie skrzywdzi? Nie przeżyje tego. Po paru godzinach znaleźliśmy się pod jakimś blokiem.
-Gdzie my jesteśmy?
-U mnie w domu. Myslałaś, że pozwolę na to, abyś wróciła do niego? O nie!
-Ale..- zaskoczył mnie.
-Chcesz do niego wrócić? Proszę bardzo. - odpalił samochód.
-Nie, przepraszam. Daj mi trochę czasu.
-No, w końcu zaczynasz mówić z sensem.
Po 10 minutach byliśmy w domu. Michał wziął moja walizkę i zaniósł do pokoju.
-To jest pokój gościnny. Mam nadzieję, że jak najmniej będziesz z tego łóżka korzystała.
-Michał!
-No dobra, dobra. Tam masz łazienkę - wskazał - a tu kuchnię. A i zabieram cię dzisiaj na kolację.
-Daj mi pół godziny.- uśmiechnęłam się, a potem poszłam do walizki. Znalazłam tam granatową sukienkę. Potem poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, wysuszyłam się, włosy podkrecilam, a makijaż zrobiłam naturalny.
-Wow, jak pięknie wyglądasz!
-Ty też niczego sobie.
Kubiak był ubrany w czarne dżinsy i koszulkę w kratkę.
Michał zabrał mnie do dość przytulnej restauracji, ale to co tam zobaczyłam, przerosło mnie.
Był tam Szymek z Anką. Myślałam, że będzie o mnie walczyl, a on umawia się z nią. Do moich oczu momentalnie napłynęły łzy.
-Co jest mała?
-Jedzmy stąd. Najlepiej do domu.
-Jesteś tego pewna?
-Tak!
W samochodzie się popłakałam. Na szczęście Michał nie pytał się o co chodzi.
Weszliśmy do domu, ja poszłam "do siebie", Kubi "do siebie". Dość długo nie mogłam zasnąć. Po 2 godzinach poszlam do przyjmującego.
-Czekałem na ciebie. - po tych słowach pocałował mnie, a ja mu się oddałam. Zaczął ściągać moja pidżame. Nie zostałam dłużna. Było pięknie, po upojnej nocy zasnęłam wtulona w Michała.
____________________________________
Witam was? Jak tam prima aprilis? Kogo nabraliście? :D . Słyszeliście nowinki wczorajsze ze świata siatkarskiego? Alaksandar Atanasjewic powraca do SKRY, AA wraca do Kadry, powołany zostaje Piotr Gruszka, tatuaż z błędem Andrzeja W. i oczywiście odwiedziny brata Karola ze Stanów. Daliście się nabrać?
A wracając do bloga, podoba się? Jeżeli tak zostawcie coś po sobie:)