piątek, 2 maja 2014

Rozdział XII

Wzrok skierowałam w stronę drzwi. Stał w nich Visotto.
-W czym mogę panu pomóc? - Spytałam. *
-Panu? Mów mi po imieniu..
-Ok. To w takim razie w jakiej sprawie przyszedłeś?
-Mam ci coś do przekazania. - Po tych słowach chwycił moją rękę i wsadził małą karteczkę. Popatrzyłam na niego zdziwiona,ten tylko się uśmiechną i wyszedł. Przeczytałam zawartość papieru: Za 10 minut pod halą, B. Uśmiechnęłam się jedynie. Po czym wstałam i wyszłam.

Usiadłam na ławce i zaczęłam się rozglądać. Z budynku wychodzili kikice, większość z nich to brazylijczycy, którzy niestety, ale mogli czuć złość. Ich drużyna grała znakomicie, lecz Polska okazała się znowu lepsza! Z paro minutowym spóźnieniem pod ławką stawił się Bruno. *
- Miło, że przyszłaś.
-Mów szybko o co chodzi, bo czasu nie mam.
-Bo ja.. Może się przejdziemy? - Spytał. Szczerze? Nie miałam ochoty na przechadzki. Już od jakiś dobrych paru minut chciałam znaleźć się w łóżeczku wraz z Michałkiem, albo chociaż na jakiejś imrezcce w pokoju Kurka i Pita!
- Wiesz co.. Trochę zmęczona jestem..- Spojrzałam na niego, jego oczy nagle spochmurniały. Nigdy ich jeszcze takich nie widziałam. - Siadaaaj, Brunoo. - Powiedziałam.
Usiadł, spojrzał mi w oczy, po czym zbliżył się do mnie. Po kilku sekundach nasze usta spotkały się. Oderwał się na chwilę, zapewne, żeby zobaczyć jak zareaguje. Walnęłam go prosto z liścia.
-Kornelia?! - Spojrzałam, pod głownym wejściem stał Michał. Wstałam po czym podbiegłam do niego, ten jednak nie chciał mnie słuchać, wszedł do środka zły jak osa. O mało co nie przewrócił biednej dziewczynki.. Szłam za nim, jednocześnie zaciskając zęby. Nie chciałam płakać, oznaczało by to, że go zdradziłam, ale ja przecież nic złego nie zrobiłam! To ten idiota z Rezende mnie pocałował.

Weszłam za nim do szatni, nie było w niej nikogo.
-To nie jest tak jak myślisz!
-A jak? Może mi powiesz, że źle widziałem? Ślepy nie jestem. O i to mój dowód- Pokazał na soszewki, które właśnie lądowały w niebieskim pudełeczku.
-Skoro nie jesteś ślepy powinieneś zobaczyć, że go walnęłam. - Ten tylko wstał i zaczął się pakować. - Do cholery, Michał! - Krzyknęłam. Ale ten się nic nie odzywał.
Rozmowe przerwali nam chłopcy, którzy oznajmili, że mają się przebrać i za 10 minut mają wyjść przed hale do autokaru. Przyjmujący popatrzył się i wyszedł. Postanowiłam, że dam mu na razie spokój. Pogadam z nim w hotelu.

Dojechaliśmy do naszego apartementowca jakieś pół godziny po całym zajściu. Kubiak nie tylko olał mnie w autobusie, ale też  nie otworzył mi drzwi kiedy przyszłam z nim porozmawiać.

Perspektywa Michała. 

Po rozdaniu kilku autografów poszedłem do szatni. Miałem już serdecznie dosyć patrzenia na to boisko. Byłem tak cholernie zmęczony, że nie miałem siły się już podpisywać. 

-Ja wymiękam! - Krzyknąłem do reszty i wyszedłem. Swoje kroki skierowałem do szatni. miałem nadzieję, że spotkam tam Kornelkę, że razem spakujemy swoje rzeczy i pójdziemy do autokaru. Niestety, nie zastałem jej. Postanowiłem ją poszukać. Byłem wszędzie. W bufecie na dole, w łazienkach, na hali, w autobusie, w sali, w której aktualnie przesiadywali trenerzy, w sali konferencyjnej, jednym słowem - WSZĘDZIE. Zmęczony udałem się na zewnątrz zaczerpnąć świerzego powietrza. Lecz to co tam zobaczyłem przerosło mnie. Kornela całowała się z brazylijskim rozgrywającym.. Krew mnie zalała. Poczułem pojedyńczą łzę, która spłynęła po moim policzku. Szybko się ocknąłem, starłem słoną ciecz i wbiegłem do środka. Brunetka biegła za mną, tłumaczyła, że to nic się nie stało, że to on.. ale ja jakoś nie mogłem jej uwierzyć. Bo jak wyjaśnić to co widziałem na własme oczy?
W autobusie wiele razy wołał ją kolejno Pit, Zbyszek, Kurek i Krzysiek. nie przyszła, nawet się nie popatrzyła.. Szczerze? Brakowało mi jej. Chciałem dać jej szansę się wytłumaczyć, ale niestety. musiałem to najpierw sam jakoś przetrawić. Gdy dojechaliśmy do hotelu, ja od razu się położyłem, Zbyszek jeszcze poszedł do łazienki się wykąpać. Po paru minutach usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Już miałem wstawać, kiedy TA osoba się odezwala :
-Wiem, że nie chcesz mnie widzieć, ale proszę, daj mi to sobie wytłumaczyć, Misiu, proszę.. - Serce mi miękło, mimo tego połozyłem się dalej.

 Dzisiaj, tj. w środę wyjeżdzaliśmy do Polski. O 5 pobódka, o 5.30 śniadanie, o 6.15 wyjazd na lotnisko, o 8 wylatujemy!
Jeżeli chodzi o mnie i Kornelie to nic się nie odzywała, ja też. Widziałem, że miała oczy podkrążone od płaczu, wtedy poczułem takie jakby ukucie w sercu. Nie chciałem, żeby tak wyszło..

na 17 byliśmy w Warszawie. podróż minęła dość szybko.. Może dlatego, że prawie całą drogę spałem.

Wracając do Kornelii. 

Ostatnia noc była okropna.. Przez cały czas płakałam, nawet nie zmrużyłam oka.. Z rana nie najlepiej się czułam. Było mi słabo, kręciło mi się w głowię, nie mogłam utrzymać równowagi.. w samolocie siedziałam koło Pita, postanowiłam zwierzyć mu się ze wszystkiego.. Ten przytulił mnie, po czym doradził, abym dała mu czas. 

Kiedy dojechaliśmy na lotnisko w Warszawie doszłam do wniąsku, że przez prawie cały dzień nie rozmawiałam z Michałem, bardzo mnie to bolało. Brakowało mi jego dotyku, jego pocałunku, poprostu jego. 

Po paru minutach czekania na lotnisku zgapnęłam się, że przecież nie mam z kim wrócić do domu. Bo przecież nie wproszę się do Michała, a i ten za bardzo nie paja entuzjzmem. Nie miałam w sumie też gdzie wracać, gdyż dom dzieliłam z przyjmującym.
Siedziałam więc na ławeczce i czekałam, aż podjedzie jakiś autobus. Najbliższy miałam za godzine. Postanowiłam, że pojadę do rodziców. Oni mnie na bank przyjmą.

Po 10 minutach czekania podjechał pode mnie dobrze znany mi samochód.
-Nie uważasz, że powinniśmy porozmawiać? - Spytał niebieskooki. - Wsiadaj.. - otworzył mi drzwi. Bez wahania wsiadłam, bowiem miałam już dość.
-Michał.. Jeżeli ty mi nie wierzysz, to jeszcze dzisiaj jadę do Wałcza.. - nic się nie odezwał. Spojrzałam na niego. Widziałam jak zaciska zęby, jak hamuje łzy.. Ja też z minimalną trudnością je powstrzymałam. - Więc mi nie wierzysz.. Ja na serio tego nie chciałam..
-Zabije sukinsyna. - wysyczał wręcz, po czy nacisnął mocniej pedał gazu. Przyśpieszył, i to znacznie.
Spojrzałam na niego, zaczęłam się go bać.
-Michał, zwolnij! - jednak to nic nie poskutkowało. - Zrób to dla mnie, dla dziecka, dla naszego dziecka! - Niestety.. Nie było mi dane nic więcej powiedzieć.
-Zamknij się! Mam dość rozumiesz? To mnie wykańcza. Ja muszę odpocząć. - Spojrzałam na niego. Na szczęście zwolnił trochę. Jednak mnie to wcale nie cieszyło. Wolałam zginąc niż tak żyć.
Mimo wszystko postanowiłam, że zawalcze.
- Skarbie, proszę uwierz mi. Kocham cię, słyszysz? Jesteś dla mnie wszystkim. Całym moim życiem! Nie możemy się tak kłócić, słyszysz? To nie dobrze dla nas.. dla naszego dziecka !
- Kochasz go?
- Co? Oszalałeś?! Mówię ci przecież, że to jego wina, bo to on się na mnie rzucił. Odepchnęłam go.. Misiu.. kocham cię, rozumiesz? - W tym czasie zatrzymał się pod naszym blokiem. Nic się nie odezwał. Zatrzymał samochód, wziął walizki i skierował się do naszego mieszkania. Ja zamknęłam samochód i poszłam za nim.

Było po 22 . Postanowiłam, że spróbuję jeszcze raz. Poszłam więc do salonu, gdzie siedział Michał. Oglądał jakąś powtórkę meczu..
-Możemy w końcu porozmawiać ?
- Nie mam za bardzo ochoty. Idę spać.
- Kubiak! Kurwa, co ja mam zrobić żebyś mi uwierzył?!
- Nie wiem, może to jakoś udowodnij..
- Jak? Ty ciągle uciekasz, wrzeszczysz na mnie, jak by nie wiem co się stało! Próbuję się do ciebie zbliżyć, ale ty uciekasz. - usiadł na kanapie. - Michał mam dość, słyszysz? DOŚĆ! Jeżeli tak to ma teraz wyglądać, to ja dziękuje. Dobranoc.
Poszłam do pokoju, miałam daleko gdzieś już to wszystko. Mimo wszystko popłakałam się jak głupia. Położyłam się na łóżku, łkałam tak z pare minut, gdyż potem poczułam jak Michał przychodzi i kładzie się obok mnie.. Pocałował mnie lekko w policzek. - Już dobrze. - szepnął mi do ucha. - Wierzę ci, mała. - dodał.
-Ale, przed chwilą..
-Musiałem to wszystko przetrawić.. Nie mogę cię stracić. Za bardzo cię kocham. Kocham cię, skarbie.
Po tych słowach przyjmujący pocałował mnie, po czym wtuliłam się w niego i zasnęłam.

_______________________________________________________________________________

                                      PRZEPRASZAM :( 

Ostatnio nie mam za bardzo czasu, ani weny.

Komentujcie.. ;)

1 komentarz:

  1. O tak!!! Pogodzili się!!! Ale super! :D
    Świetny rozdział, a Bruno to palany! ;)
    Pozdrawiam i czekam na następny :* :*

    OdpowiedzUsuń