Miesiąc później..
W tym czasie nic się nie wydarzyło.. Nic prócz tego, że polacy wygrali ligę światową. Ale przecież to było jasne, prawda? Mieliśmy drużyne jak ze snu, kapitan pobijał samego siebie. Aż czasami trudno było uwierzyć w to. Winiar poprowadził nas po zwycięstwo, po to co było dla nas najcenniejsze. Złoto wygrane z niepokonaną Rosją to dopiero coś !
Chłopaki mieli tydzień przerwy. Ja i Misiek postanowiliśmy, że ten czas przeżyjemy sami. Chcieliśmy nawet gdzieś wyjechać, ale po policzeniu wszystkich plusów i minusów , stwierdziliśmy, że jest to zły pomysł.
Mieliśmy dla siebie całe 7 dni! No dobra.. może 6, bo w niedziele jedziemy na kolejne zgrupowanie.
Pierwsze dwa dni minęły dość nudno. Cały czas siedzieliśmy na kanapie, oglądaliśmy filmy i jedliśmy.. Nic szczególnego.
Za to trzeci dzień był jednym słowem przepiękny. Tego dnia obchodziłam urodziny. Już od samego rana Misiek skakał wokół mnie. Najpierw zrobił mi śniadanie, potem specjalnie wysłał mnie do lokalnego SPA. Postanowiłam, że pojadę tam z Wojtaszkową Kingą (zapoznałam się z nią i zaprzyjaźniłam podczas Ligi Światowej) . Kinia bez zbędnych komentarzy ruszyła ze mną do ośrodka.
Już po godzinie 13 byłyśmy na miejscu. Czekała na nas masa zabiegów. Na samym początku poszłyśmy na relaksujący masaż, potem kompiel błotna, a na końcu sauna.. Byłam zachwycona. Po trzech godzinach wyszłyśmy mega odprężone. Postanowiłyśmy pójść na looody! O tak! Tego nam było trzeba.
- No to się Dziku postarał!
- No czy ja wiem.. Wolałam ten dzień spędzić tylko z nim..
- Miśka..- Rozmowe przerwał nam telefon. - Przepraszam.
// Rozmowa telefoniczna :D
- Cześć Zosia! Tak, pamiętam. Tylko nie wiem czy śliwka będzie chciała wpaść w kompot..
-...
- Yhym, dobra, pa.
// Wracając..
Patrzylam zdziwiona na Kinge. Ta tylko się do mnie uśmiechnęła i w pośpiechu zaczęła pożerać swoje lody czekoladowe.
Po 17 postanowiłyśmy wracać do domu. Kiedy przemierzałyśmy kolejne ulice do mojej towarzyszki zaczął dzwonić telefon, ta jednak postanowiła nie odbierać. Szczerze mówiąc nie wiem czemu. Jednak ten ktoś nie dawał za wygraną i napisał sms. Wojtaszkowa po przeczytaniu treści zawartej w sms powiedziała:
- Masz może ochote na zakupy?
- Zakupy? Wiesz, że nie lubie chodzić po sklepach..
- Oj no weź, muszę odreagować.
- Coś się stało?
- Pokłóciłam się z Damianem. On chcę się stąd wynieść. Mówi, że poczuł nagle zew, który kazał mu wrócić na stare śmieci, czyt do Warszawy! A ja tak nie mogę..
- Skręcaj! Jedziemy zaszaleć.
Po jakiejś godzinie chodzenia po sklepach kupiłam sobie taki zestaw. Bo jak to stwierdziła Kinga, wyglądam w tej sukience boosko.
Po 19 wróciłam do domu. Michała nie było, i przyznam, że zrobiło mi się mega przykro. Bo jak on mógł mnie dzisiaj zostawić? W moje urodziny.. Ja sie pytam, jak? No nic. Przeboleje to jakoś, ale za kare on śpi na kanapie! Poszłam się wykąpać a potem przebrałam się w pidżame i poszłam do kuchni zrobić sobie coś jeść. Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam tam duużą kartke z napisem : O DWUDZIESTEJ POD BLOKIEM, UBIERZ SIĘ JAKOŚ... ŁADNIE. M.
Spojrzałam na zegarek. Miałam 15 minut! Znieruchomiałam. W co ja się ubiore? Hm.? Panie Kubiak, oj grabisz sobie.. Usiadłam przy szafce i zaczęłam myśleć. Postanowiłam zadzwonić do Kingi.
- Haaalo?
- Kiniu, skarbie. Mam 10 minut na ogarnięcie się! Rozumiesz. Ta lebioda z Kubiaka zostawił mi liścik, który..
- Korni, nie derwuj mnie. Nie na darmo chodziłam dzisiaj z tobą po sklepach..
- Czyli, że ty..
- Muszę kończyć, baw się dobrze.
Super! Migaczem ubrałam się w sukienkę, oraz poszłam rozczesałam włosy i zostawiłam rozpuszczone, następnie się lekko pomalowałam, co dawało zabójczy efekt. Punkt 20 stawiłam się pod naszym blokiem. Chwile po tym moim oczom ukazał się piękny powóz konny. Gdybyście tylko zobaczyli moją minę..
- Cześć Mała, wskakuj!
- Wiesz co? Powinnam się wogóle nie pojawić!
- A to dlaczego?
- Bo mnie wystawiłeś. I ogólnie, co ty... telefonu nie masz? Tylko się w jakieś karteczki bawisz?Co ty sobie myślisz, że ja tylko chodze i szukam twoich liścików? To się grubo mylisz!
- Hormony..- Prychnął.
-Co proszę?
- Jesteśmy na miejscu.
Moim oczom ukazała się wspaniała polana na której rozstawiony był stół. Na stole widniała moja ulubiona sałatka. Obok stolika, z prawej strony stał kelnet, a z drugiej skrzypek.
- Kiedy Ty to..- Spytałam, ale odpowiedź już znałam.- Dziękuje.
Powoli zeszłam z powozu i ruszyłam w strone stołu. Michał jak to Michał, odsunął mi krzesełko, po czym sam usiadł na przeciwko mnie.
-Seryjnie myślałaś, że bym nic nie zorganizował na dzisiaj?
-No może.. Ale teraz już wiem..
-Wiesz, co?
-Że mam najwspanialszego mężczyznę na świecie.
Misiek się tylko uśmiechnął, po czym poprosił kelnera, ten nałożył na sałatki, oraz nalał do naszych szlanek soku pomarańczowego.
-Ty jesteś w ciąży, a ja.. a ja prowadzę przecież. - Rzekł.
Po zjedzonym posiłku Misiek poprosił mnie do tańca. Skrzypek zaczął grać pierwsze melodie, po paru taktach mój chłopak klęknął przede mną i z kieszeni spodni wyciągnął czerwone pudełeczko. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Kornelio Magadaleno Wójcik. Czy uczynisz mi te honory i wyjdziesz za mnie?
Do moich oczu napłynęły łzy szczęścia. Nie wiedziałam co powiedzieć, tzn. wiedziałam, tyle, że nie mogłam tego wykrztusić. Spojrzałam na skrzypka, kiwnął głową na tak, potem na kelnera.. ten natomiast trzymał ogromnął tabliczke z napisem : TAAAK ! POWIEDZ TAK! Na ten widok mimowolnie zaczęłam się śmiać.
- Mała.. to jak?
-Misiu.. Jasne, że tak! - Michał założył mi pierścionek na palec, pocałował i zaczął mnie obkręcać.
- Wariacie, puść mnie! - Ten posłusznie mnie odstawił, po czym wpił się w moje usta.
Reszta wieczoru minęła w bardzo miłej atmosferze. Po 23 byliśmy w domu. Padnięta od razu zasnęłam.
Kilka miesięcy później..
Oczami Kubiaka.
Sezon reprezentacyjny zakończyliśmy z dwoma medalami złotymi. Teraz mamy Październik. Zaczyna się sezon ligowy. Kornelia jest w ósmym miesiącu ciąży, niestety, ale od tygodnia leży w szpitalu, gdyż bardzo możliwe, że nasz maluch będzie chciał wyjść wcześniej. Ja dzisiaj szykuję się na impreze otwarcia sezonu. Takie tam, małe co nie co. Nie chcę mi się tam iść, no ale cóż.
Impreze zaczął pan prezes, który powiedział tylko tyle, że liczy na lepszy sezon. Potem głos zabrał trener, który się jedynie przywitał. Po przemowach, które jeszcze wygłosili przedstawiciele naszych sponsorów odbyło się przedstawienie zawodników. Potem poszliśmy się po ludzku napić. Ale oczywiście nie za dużo. Po paru głębszych Czarnowski nagle przy wszystkich wypalił:
-Ale fajnie się pukało twoją Kornelke! - A ja aż się zakrztusiłem...
___________________________________________________________________________
Witam Was Miśki po dłuższej przerwie. Ten rozdział dedykuje mojej koleżance Gabrysi K. Dzięki mała za dobre pomysły! ;*
Nie wiem co powiedzieć. Nie będę was przepraszać, skoro nawet nie znam waszej opinii na temat tego bloga. Dziennie zagląda tu masa ludzi. wszystko ok, tylko szkoda, że nikt po sobie nic nie zostawi.. Przykre..
Kolejny nie wiem, kiedy się pojawi.
Świetny rozdział,zresztą jak każdy! :)
OdpowiedzUsuńPiszesz naprawdę świetnie i nie przestawaj.
Misiek taki słodki i romantyczny.Aż pozazdrościć.Fajnie,że wezmą ślub.
Mam nadzieję tylko,że Kubiak nie uwierzy w te brednie co powiedział Czarnowski. :)
Pozdrawiam i czekam na kolejny :*
rozdział jest świetny dopiero nie dawno wpadłam na twojego bloga ale podoba mi się i z niecierpliwością czekam na dalsze losy Korneli:)
OdpowiedzUsuńCo ten Czarnowski wygaduje?! Na miejscu Miśka dałabym mu w twarz!!
OdpowiedzUsuńRozdział świetny i dawaj jak najszybciej następny :* :*
Świetny rozdział czekam na następny ;))
OdpowiedzUsuńcześć :) przepraszam, że tylko spamuje.. ale obiecuję, że jak będę miała troszeczkę więcej czasu, to wpadnę do Ciebie i nadrobię zaległości ;) a tymczasem #22 na http://nie-moge-zyc-bez-ciebie.blogspot.com/ zapraszam ;)
OdpowiedzUsuń