niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział XI

Biegne przed siebie, jestem cała mokra od łez, które tak szybko spływają po moim zimnym policzku. Krzysze: pomocy! Ale nikt nie słucha, nikt nie pomaga. W końcu upadam, próbuje wstać, ale ktoś mi to uniemożliwia. Dalej krzycze, dalej proszę i łkam, błagam o litość, ale on jej nie ma. Policzkuje mnie, co sprawia, że czuje większy ból. Patrze mu głęboko w oczy, ale twarzy nie poznaje.

Jest co raz to gorzej. Sprawca moich łez dobiera się powoli do mnie, próbuje go odepchać, ale jest silniejszy. Krzycze, znowu. Nic to nie pomaga, wręcz przeciwnie. Znowu dostaje z 'liścia' . Błagam go, aby dał mi spokój, ten nie słucha i co raz to dalej pcha swoje dłonie.. 
-Kornelia, spokojnie..- A więc to sen. To tylko zbiór moich głupich myśli i wspomnień.

-Czy ja?
-Krzyczałaś, na całe Toronto, ale spokojnie. Masz mnie.
Wtuliłam się w niego i napawałam jakże słodkim zapachem jego perfum. Nagle do pokoju wpadł Igła, wraz ze zgrają "dzikich imprezowiczów".
-Co się dzieje, wszystko ok? - Krzyknął Krzysiek. - Policję już powiadomiliśmy. Gdzie jest ten idiota z Kubiaka? - Zrobiłam minę typu 0_o . Co on sobie umyślił w tej łepetynie?
W tym czasie do pokoju wpadło dwóch funkcjonariuszy. Zaświecili światło, a we mnie aż wrzało. Wszyscy bowiem teraz dowiuedzieli się prawdy. Przeprosiliśmy policjantów (na szczęście obyło się bez zbędnych gróźb ) , potem przystąpiłam z Miśkiem do wyjaśnienia tym debilom co tak na serio się stało, że krzyczałam.
-To Kubi ci nic nie zrobił? - nie dowierzał Zati. - A już myśłałem, że coś się będzie dziać..- Zrezygnowany jako pierwszy wyszedł. Chłopaki rozsiedli się, jak by nigdy nic, a przecież była czwarta rano. Myśłałam, że ukatrupie, bowiem niektórzy z nich byli tak zalani, że zaczeli śpiewać jakieś serenady. Winiar, Zbyszek i Bartek zaczęli śpiewać tą  piosenke. To była mega katasrofa.. Na szczęście długo to nie trwago, gdyż do pokoju wpadł zły jak osa Blein.
-What the fuck? - Krzyknął szkoleniowiec. Dzięki Bogu chłopaki zamknęli się.
-Bo Korni coś odwaliło, i teraz musimy przy niej siedzieć, żeby znowu nie zaczęła wariować..- Powiedział zdyszany Zbyszek. Super!
-Czy wy jesteście pijani? - Dociekał szkoleniowiec.
-Nie, co pan, my po prostu spać nie chcemy i dlatego tak się Bartman zachowuje. - Kubiak próbował jakoś spławić francuza. Ten na szczęście machnął tylko ręką i wyszedł. Odetchnęłam z ulgą, a i pewnie im kamień spadł z serca.
-To na nas już chyba czas..- Powiedział nasz wspaniały Murator.
-Fajnie, że dopiero teraz na to wpadliście. - Powiedziałam. W duchu chcialam, żeby jeszcze zostali, bo dzięki nim uśmiech znowu zawitał na mojej twarzy, a co najważniejsze nie myślałam o tym śnie, który przypomniał mi sytuacje sprzed parunastu lat. Ale niestety, musiałam być stanowcza i wygoniłam ich, wraz z Kubiakiem. Nie miałam wyjścia. Zbyszek się uparł, że bez swojego przyjaciela nie idzie. A na pytanie dlaczego, odparł, że boi się, że coś go zje w nocy.

Obudziłam się przed 8. Nie lubiałam nigdy długo spać, to też teraz po tak ciężkiej i głupiej nocy zwlekłam się z łóźka bez problemu. Po czym poszłam do łazienki, wzięłam prysznic i się ubrałam w ten zestaw. Potem poszłam i obudziłam wszystich. Tak jak myśłałam wszyscy jeszcze spali. Po moim napadzie na nich słychać było tylko jęki. nie spał tylko Zbyszek z Kubiakiem, ten pierwszy miał strasznego kaca, a ten drugi szukał dla niego jakichś proszków. Westchnęłam tylko i zeszłam na dół na śniadanie. Trenerzy siedzili już i zajadali mega dużą porcję jajecznicy. Podeszłam do nich, po czym rzuciłam grzeczne- dzień dobry i smaczengo - po czym zajęłam swoje miejsce.
-A gdzie nasi chłopcy? - Spytał Antiga.
- Zaraz powinni zejść. O której dzisiaj trening? - próbowałam zmienić temat, nie fajnie było by gdyby się dowiedzieli, że ich podopieczni jeszcze śmacznie śpią, bądź leczą kaca. Na szczęście udało się i oni nie pytali się już o nic.
- o 10.30 idziemy na siłownie. Także lepiej, żeby się mi tu migaczem pojawili. Bo czasu nie ma. - Faktycznie. Było po dziewiątej. Zjadłam szybko swoją porcję i poszłam po te lebiody.
Połowa z nich jeszcze smacznie spała, ale ja nie dałam za wygraną, i w kółko ich budziłam, chodziłam z pokoju do pokoju. Pierwszy ruszył się Marcin z Gumą, którzy pomogli mi, także w ciągu pół godziny wszyscy już byli na nogach. Podziękowałam im za dzisiejszą noc, po czym udali się do "restauracji" . Zjedli w pośpiechu, potem szybko się poszli przebrać i z kacem w głowie poszli ćwiczyć. Reszta dnia minęła dość szybko: obiad, trening, później czas wolny co w moim wypadku oznaczało masę papierkowej roboty, co wiązało się z "przesłuchaniem" siatkarzy, potem kolacja no i spać.. Na szczęście zamknęłam się i byłam nieugięta, jeżeli chodzi o Michała.

Kolejny dzień, wielki dzień! Gramy dzisiaj z wielką Brazylią. Dziwnym trafem wszyscy pajają entuzjazmem, ba ! Każdy czuję, że wygramy! Po 14 byliśmy na hali. Chłopaki poszli do szatni, ja postanowiłam, że troszeczkę im poprzeszkadzam. Poszłam więc razem z nimi do szatni. Ze zdziwieniem patrzyli jak wchodzę do ich skromnych czterech ścian. Usiadłam na ławeczce, pozwoliłam sobie wyciągnąć aparat Ignaczaka i zaczęłam robić im zdjęcia! Igła oczywiście się nie zoriętował, rzekł tylko, że fajny mam aparat i tyle go było widać. Ja świetnie się bawiłam, a chłopaki w kółko narzekali, że mam przestać, bo ich to rozprasza.. Ciekawe, tak to sami się proszą o pare zdjęc, a tak uciekają! Po 15 minutach zgłodniałam, wyciągnęłam więc batonika z plecaka mojego Misia! Nie powiem, że to mega pożywne, no ale wyjścia za bardzo nie miałam. Nagle podszedł do mnie Kubiak.
- Skarbie, skąd masz batonika?
- Z twojego plecaka, skarbie.
- Ale ja nie miałem tam żadnego jedzenia tylko ubranie i buty..- Zaczął się drapać po głowie.
- To komu ja zjadłam batona? - Spytałam się można powiedzieć, że samej siebie.
Nie usłyszałam odpowiedzi. Postanowiłam, ze już sobie pójdę, bo w szatni zaczynało się robić naprawde gorąco, ponieważ chłopaki się przebierali co oznaczało, że będą się rozbierać, a tyle gołych klat.. Ale dobra, Korni, ogar! - Skarciłam się w myślach.

Swoje kroki skierowałam na hale, po drodzę spotkałam brazylijską elite (chyba mogę ich tak nazwać?) , gdyż przemierzali korytarz niczym gangsta z Los Angeles ( :D ) . Na czele szedł legendarny Giba, nie wierzyłam własnym oczom! On oczywiście nie grał, bo przecież zrezygnował z reprezentracji po Igrzyskach.. Ale kibicował swoim i to ważne!
Ominęłi mnie szerokim łukiem, podśpiewując jakąś pieśń i żartująć. Podszedł do mnie jedynie niejaki Bruno Rezende.
-Cześć, ty jesteś zapewne tą pięknością z Polski? - Spytał podnosząc prawą brew, co dodawało mu mega uroku.
-Chyba tak, Kornelia.
-Bruno, Zibi coś nieco opowiadał mi o tobie.. Jesteś dziewczyną tego jego kumpla..
-Michała.
-O właśnie! Miło mi cię poznać. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy. - Pocałował mnie w policzek, po czym udał się w strone hali. Migaczem znalazł się przy mnie Bartman.
-Kornelia! Mam nadzieje, że to nie to o czym myśle..
-Daj spokój! Przecież jestem z Miśkiem ok?!
-Uważaj na niego. -Powiedział Zbyszek. - A ! Zapomniałbym, Misiek woła cię. Zapomniałaś się przebrać.- Spojrzałam na siebie. Chwile mi zajęło zanim pojęłam o co chodzi. Swoje kroki skierowałam więc znowu do szatni, weszłam, pocałowałam Miśka, po czym wzięłam koszulkę z numerem 13 i poszłam się przebrać. W tym momencie cieszyłam się, że to dopiero drugi miesiąc schodzi i że brzuch jeszcze nie jest taaki duży.

Zaczął się mecz. W pierwszej szóstce znaleźli się: Zbyszek, Bartek i Winiar, Piotrek i Możdżon, Guma + Krzysiu. Darłam się jak głupia, ale to nic nie pomogło. W pierwszych dwóch setach przegraliśmy sromotnie (25:19 i 25:21) . Podczas przerwy nie wytrzymałam i podeszłam do nich.
-Co to ma być?
-Nie widzisz? Mecz. - Stwierdził lekko wkurzony Kurek.
-To wiem baranie. Mi chodzi bardziej o wasze nastawienie! Ze spuszczonymi głowami mecza nie wygracie. Weźcie się w garść! Jeszcze nie wszysko stracone.
-Jak mamy twoim zdaniem pokonać Brazylie? - Spytał Zbyszek
-No trzymajcie mnie! Zbyszek no! Jak? To ja ci powiem! Przypomnij sobie ile hektolitrów potu wylaliście na treningach, ile starań włożyliście w każdą jedną sztangę, w każdy jeden serw. Przypomnij sobie jak cholernie kochasz tę gre i ile ci ona sprawia radości. Potem dopiero wyjdź na boisko i włóż w to całe serce, a wygrasz! To się tyczy wszystkich, bez wyjątku.
-Tak jest! Ona ma rację. - Krzyknął Igła.
Trzeci set zaczął się naszą przewagą, co mnie niezmiernie ucieszyło, widać było bowiem ile serca w to wkładają. Dla mnie oni już wtedy wygrali. Nasze prowadzenie wzrosło do 5 punktów, kiedy to na zagrywkę wszedł jeden z bombardierów słynny Visotto. Serwował prosto na Winiara, który nie radził sobie zbyt dobrze. Powiem więcej. Atakujący strzelił nam 3 asy.. Antiga zrozumiał powagę sytuacji i wpuścił na boisko Kubiaka. Ten z kolei został od razu wykorzystany i na nasze szczęście przyjął dość dobrze zagrywkę brazylijczyka. Trzeci set wygraliśmy do 19. Czwarty set był można powiedzieć powtórką seta poprzedniego. Piąty set to czysta formalność. Wygraliśmy szczęśliwie do 10. Jaka była nasza radość! Wszyscy skakali, wiwatowali, polscy kibice skandowali imiona siatkarzy, Michał podszedł do mnie i mnie pocałował, mówiąc, że to dla mnie tak dobrze przyjmował jak i atakował. Uśmiechnęłam się na te słowa, po czym udałam się z nim i resztą do szatni. Wszyscy zgodnie rzekli, że ta wygrana to moja zasługa. Bardzo mnie to cieszyło.
W szatni aż wrzało, DJ Winiar zapuszczał swoje bity (czyt. Disco Polo) , wszyscy śpiewali, co u nas w kadrze jest na porządku dziennym. Chłopaki po tym jak się nieco ogarnęli postanowili wyjść do swoich kibiców. Ja nie chciałam wychodzić, więc zostałam w szatni.
Kiedy już zostałam sama ktoś zapukał do drzwi..
- Można?

_______________________________________________________________________________

No więc tak. Przepraszam za to, że rozdziały nie są dodawane regularnie, ale niestety nie wyrabiam..

Asseco przegrała, znowu. Ale ja się tam nie załamuje. Srebro też jest dobre. :)) . Jestem z nich mega dumna. Po za nimi Jastrzębianie zdobyli brąz! Meega dzień ;))

Dziękuję za komentarze i proszę o więcej :D .

2 komentarze:

  1. Super rozdział,warto czekać ;))
    Czy tylko mi się wydaje,że to będzie Bruno ? ;)
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie tez sie wydaje, ze Bruno przyszedl.....
    Ja rzadko teraz dodaje, bo mam nawal. :/
    Budzenie chlopakow na kacu-koszmar.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń